sobota, 23 marca 2013

[25]

Obudziłam się w środku nocy. Byłam cała zgrzana, a co więcej przez sen nawet się popłakałam. Śnił mi się mój dziadek.
Pomimo, że chciałam zasnąć na jeszcze te parę godzin, to nie mogłam. Wystarczyło, że zamknę oczy i znów widziałam go, dziadka.
Wyciągnęłam list, który dostałam już po jego śmierci. Łzy spływały po moich policzkach nieubłaganie.
*
Po nie przespanej nocy, nadszedł nowy dzień.
Skierowałam się do mojej garderoby, skąd wyciągnęłam rurki, bluzkę i sweterek - wszystko czarne.
Związałam w kucyk niesforne, nieukładające się dziś zbytnio włosy, lekko się podmalowałam, i zeszłam na dół.
Usłyszałam jak moja babcia rozmawia z moimi rodzicami.
Nie chcąc im przeszkadzać postanowiłam podłuchać co nie co.
- Chciałam wam bardzo podziękować za wszystko, za opiekę nade mną, za bycie przede wszystkim ze mną w tych trudnych chwilach. Początkowo myślałam, że jak wyjadę z wami z Kanady to choć trochę uda mi się wrócić do rzeczywistości. Tylko proszę nie odbierzcie tego tak, że źle mi tutaj, nie. Po prostu mój dom jest tam w Kanadzie. Chciałabym wrócić tam, do mojego domu.
- Ale mamo, jesteś pewna.?
- Tak kochana
Nie chciałam słuchać więcej.
Weszłam do kuchni.
- Czemu nie chcesz tu zostać z nami babciu.? - zapytałam łamiącym się głosem
- Oh, Carly skarbie nie płacz. Na prawdę miło mi tu było u was, ale zrozum, chciałabym wrócić do Kanady, tam gdzie żyłam przez te wszystkie lata z Twoim dziadkiem. Chcę móc codziennie przychodzić na jego grób. Bo tylko to mi zostało. Sama chcę umrzeć i zostać pochowana właśnie tam, obok mojego ukochanego męża. Zrozum to wnusiu.
Zgarnęłam z blatu moje kanapki do szkoły oraz jabłko i wybiegłam z domu, trzaskając do tego drzwiami.
Pogoda zdawała się odwzajemniać moje uczucia, bo chwilę po moim wyjściu zaczęło padać.
- Carly! - usłyszałam czyjś krzyk
Odwróciłam się i był to na szczęście tylko Travis.
W jednym ręku trzymał siatkę ze świeżym pieczywem, a w drugiej parasol.
- Zapomniało się parasolki co.? - zażartował chłopak, ale od razu umilkł widząc mnie.
- Ej, co się dzieje.?
- Wszystko się wali Travis. Najpierw śmierć dziadka, teraz podsłuchałam, że moja babcia chce wrócić do Kanady, bo u nas się źle czuję. Mam dość!
- A rozmyślałaś o tej propozycji.?
- Tak, ale teraz to już nie ma dla mnie znaczenia.
- Nie mów tak, jesteś teraz zła, smutna.
- A dziwisz się?! - wydarłam się, ale po chwili tego pożałowałam, on ma rację. - Przepraszam, masz rację, możemy się spotkać u was w garażu i wtedy obgadamy to wszystko.?
- Jasne, będziemy na Ciebie czekać. I pamiętaj masz nas i zawsze możesz na nas liczyć.
- Dziękuję. To przyjdę do was po lekcjach.
- O której kończysz.?
- O 13, bo nie idę na ostatnią lekcję.
- Okej. To do zobaczenia i trzymaj się przede wszystkim.
- Do zobaczenia. Postaram się.
Travis podprowadził mnie pod samą szkołę. Pożegnałam się z nim. Z dala już widziałam Hayden, Spencer oraz.. Justina.
Niestety nie miałam ochoty rozmawiać z żadnym z nich. Weszłam na teren szkoły i po prostu ich wyminęłam.
*
Na lekcjach miałam drobne problemy ze skupieniem się, ale na szczęście jeszcze nauczyciele dawali mi taryfę ulgową ze względu na moją żałobę.
W chwilach kiedy mogłam tylko odbiec myślami gdzieś, to starałam się rozmyślać o propozycji od L.A Reid.
Pewna część mnie chciała spróbować, a druga kazała mi uciekać.
_________________
Nie podoba mi się ten r, przepraszam :<

środa, 27 lutego 2013

[24]

(...) Tak kocham Ciebie - powiedział i dotknął ostrożnie mojego policzka, zmusił mnie żebym na niego spojrzała, a następnie przybliżył się do mnie i pocałował!
Jego usta delikatnie muskały moje. Opuszkami palców gładził mój policzek. Po chwili zaczął pogłębiać pocałunek.
Cały czas byłam w wielkim szoku! Dostałam propozycję od wytwórni, a teraz chłopak, który od tak dawna mi się podobał wyznał mi, że mnie kocha!
Niechętnie oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam powietrza. Justin opierał swoje czoło o moje. Pocierał delikatnie mój nos swoim. Całował kącik ust.
- Jeszcze raz Cię Carly przepraszam, za to moje na prawdę szczeniackie zachowanie z Seleną, i inne nie miłe sytuację.
Mówiąc to patrzył mi ciągle w oczy. Stąd też mogłam zorientować się, że to nie są tylko puste słowa.
- Wybaczam Ci
- Zostaniesz moją dziewczyną.?
Odwróciłam na chwilę wzrok.
- Tak - wyszeptałam
Justin szeroko się uśmiechnął, a następnie znów mnie pocałował, tym razem dużo czulej, namiętniej.
- A tak poza tym to gratuluję propozycji nagrania Twojej płyty
- Um.. dziękuję, ale jeszcze nie podjęłam decyzji
- Co Ci przeszkadza w podjęciu decyzji.?
- Najpierw muszę porozmawiać z rodzicami, z zespołem, a poza tym.. nigdy nie aspirowałam do tego.. po prostu zbyt wiele wydarzyło się wciągu tak krótkiego czasu. Muszę sobie to poukładać w głowie.
- Twój dziadek byłby bardzo dumny z Ciebie
- Tak myślisz.?
- Jestem tego pewien Carly
Lekko się zamyśliłam. Przerwało to oczywiście dźwięk mojego telefonu.
- Muszę już iść, zapomniałam, że rodzice na mnie czekają - powiedziałam pakując książki, jedne do torby, drugie do szafki.
- Będziesz jutro w szkole.?
- Powinnam być, wróciłam już z Kanady, muszę nadrobić zaległości i ogółem wrócić do normy. Dobra, lecę - odpowiedziałam, musnęłam go w policzek i wybiegłam ze szkoły.
*
- No nareszcie Carly, co tak długo.? - zapytał tata, gdy wsiadłam do samochodu
- Przepraszam, nie mogłam się dostać do szafki, no i później trochę czasu zajęło mi przekładanie podręczników, no i jeszcze pogadałam z Justinem.
- I jak wnusiu? Rozmyślałaś już trochę o tej propozycji od tego pana.?
- Oh, babciu tyle się wydarzyło, tyle spada mi na głowę..
- Dasz skarbie radę. Wszyscy będziemy Cię wspierać niezależnie od tego jaką podejmiesz decyzję, pamiętaj - dopowiedziała mama
- Dziękuję. A wy co sądzicie o tym.?
- Według mnie powinnaś wykorzystać tą szansę. Ona później może się nie powtórzyć. I tak jak powiedziała mama, będziemy Cię we wszystkim wspierać, bo przecież taka jest nasza powinność. Jesteś naszą córeczką i Twoje szczęście jest dla nas najważniejsze. Dlatego też nie patrz na to jakie my mamy zdanie, odpowiedz sobie samej czy chcesz tego, a następnie porozmawiaj ze swoimi przyjaciółmi.
- Sama nie wiem, czy tego chcę, ale masz też rację z tym, że to może się już nigdy nie powtórzyć. I uwierzyć, że to się zaczęło od zwykłego konkursu talentów w szkole..
- Bo czasem nie trzeba być pierwszym, żeby coś zyskać. Zajęłaś drugie miejsce w tamtym konkursie, ale zyskałaś nowych przyjaciół, otrzymałaś wielkie wsparcie od wszystkich.
- Dokładnie. Także.. jutro po lekcjach nie czekajcie na mnie, umówię się z nimi i obgadam to wszystko.
- Czyli idziesz jutro do szkoły.?
- Tak, i tak mam już zbyt dużo zaległości. No i muszę wrócić do pionu, bo tego by chciał dziadek, tak.?
*
Kręciłam się po domu. Sama nie wiedziałam co mam robić. W końcu poprosiłam mamę o rozmowę. Musiałam się komuś wygadać.
- To o czym skarbie chciałaś pogadać.?
I opowiedziałam jej wszystko co się wydarzyło między Justinem, a Seleną oraz to, że on poprosił mnie dziś o chodzenie.
- No, no, no moja mała córeczka ma chłopaka - zażartowała mama i obie od paru dni szczerze się zaśmiałyśmy - Ale powiem Ci, że cieszę się, że umawiasz się z Justinem, ponieważ hm.. jak Ci tu wyjaśnić.. jest dobrze wychowany, no i w chwilach gdy potrzebowałaś wsparcia oprócz naszego, to on właśnie był przy Tobie.
- Powinnaś dopowiedzieć, że w chwili kiedy gdzieś w głębi siebie chciałam być sama, to w cudowny sposób on się pojawiał i wspierał mnie najlepiej jak potrafił, usiłował poprawić mi humor
- Dokładnie kochanie. Mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa.
- Chciałabym, żeby tak było, ale mam wątpliwości, bo jeśli się zgodzę na nagrywanie płyty, to nie będę mieć dużo czasu.. wiesz o co chodzi.
- A mi się wydaję, że właśnie Justin zrozumie to wszystko najlepiej, bo sam wie jak to jest. Może Ci pomoże przy tworzeniu piosenek. I nie koniecznie będziecie spędzać mało czasu.
- Nie chcę być kojarzona jako ta co prowadza się z Justinem dla sławy.
- Wiem skarbie. Ludzie lubią przyklejać sobie na wzajem etykietki, ale pamiętaj, że robisz to co kochasz i to jest najważniejsze.
- Będę musiała się nauczyć żyć z przeróżnymi wychodzącymi plotkami na mój temat.
- To na pewno. Masz możliwość więc wypytaj Justina o jakieś rady
- Mamo.. a zostałabyś moją menagerką.?
- Ja.? Ale ja się na tym nie znam..
- Poprosiłabym Justina, żeby jego menager wprowadził Ciebie w te "klocki". Proszę? Chcę, żebyś to Ty zajęła to stanowisko, bo Tobie ufam tak.?
- No dobrze, przekonałaś mnie kochanie. Przynajmniej będę spać spokojnie, że nikt Ciebie nie oszuka. Przy okazji będę mogła sprowadzać Cię na ziemię jeśli zajdzie taka potrzeba.
- Mam nadzieję, że woda sodowa mi nie uderzy do głowy
- Nawet nie myśl, że Ci na coś takiego pozwolę. Szef wytwórni i inni ludzie pokochali skromną, słodką Kanadyjkę, a nie rozpieszczoną do granic dziewuchę.
- Też zależy mi na tym, by pozostać taką jaką jestem, nie chcę grać, udawać kogoś kim nie jestem.
Z mamą rozmawiałyśmy jeszcze przez dobrą godzinę. Po tym wszystkim udałam się na górę, do swojego pokoju.
Na telefonie pojawił mi się komunikat z facebook'a o jakimś wpisie, oraz moje przyjaciółki chciały żebym weszła na skype'a.
Weszłam na facebook'a, a tam Justin zmienił swój status związku i.. oznaczył mnie w nim!
Później weszłam na skype'a i od razu rozpoczęło się dochodzenie dziewczyn. Chciały znać szczegóły a pro po tego jak doszło do tego, że ja i Justin jesteśmy razem. Pytały także o moje przemyślenia.
Równo o północy zeszłam z komputera. Przebrałam się w piżamę i już miałam zasypiać, ale dostałam SMS-a od Justina. Był on krótki, zwykłe dobranoc, ale i tak sprawiło ono, że się uśmiechnęłam. Czułam, że powoli zaczynam wracać do normy, no i w końcu mam chłopaka! Gdyby ktoś przed wakacjami mi powiedział, że tak to się wszystko potoczy, nie uwierzyłabym mu zdecydowanie!

środa, 30 stycznia 2013

[23]

*
Parę dni później
Święto szkoły
Dalej punkt widzenia Carly
Dwa dni temu wróciłam już do szkoły. Przez cały czas pobytu w Kanadzie oraz zarówno już tu w Atlancie wciąż ktoś u mnie był, bądź ja wychodziłam. W Kanadzie był to Justin, a tu w Atlancie moje przyjaciółki i on.
W między czasie spotkałam się z Tavishem i resztą, gdzie udoskonaliliśmy piosenkę "Your heart is a muscle". Wszystkim się podobał podkład jaki napisaliśmy wraz z Justinem.
Na uroczystość szkolną mogliśmy zaprosić naszych rodziców, także tak też zrobiłam. Zaprosiłam też babcię.
*
W czasie gdy dyrektor wygłaszał mowę na sali, my (ja i Justin) mieliśmy próby przed występem.
O dziwo już się tak nie stresowałam, jak wtedy w czasie konkursu.
Pierwsza miałam ja wystąpić.
Usiadłam za pianinem i zaczęłam grać.

" You gave my shirt back
I don't really get the meaning
It's like you're giving up before it all goes wrong
I've been told but I don't really like the feeling
I've been away, I've been away too long

I, I, I wanna go wherever you are
I, I, I wanna be wherever you are
I, I, I wanna see whatever you are

You say love's a fragile thing
Made of glass
But I think
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
You gotta work it out
Make it stronger
Try for me just a little longer
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle"


W trakcie śpiewania moje oczy zaszły łzami. Wręcz nie mogłam ich zatrzymać.
W głowie miałam całe wydarzenie ostatnich dni.
Tą piosenkę przecież napisałam zaraz po wieści o śmierci dziadka.
Przez kilka dni udawało mi się ograniczyć się tylko do wieczornego, samotnego płaczu w poduszkę.
Myślałam, że "rany" w moim sercu już powoli się goją. Jednak myliłam się.
Gdy skończyłam piosenkę, po prostu wybiegłam z sali. Zaraz za mną z miejsca wyrwał się Justin, ale też moje przyjaciółki.
-Carly!
Po chwili tuliłam się już do moich przyjaciółek.
Na szczęście nie musiałam nic tłumaczyć. Każde z nich wiedziało o co chodzi.
Usłyszeliśmy chrząknięcie i nieopodal nas stała Selena.
- Przepraszam, że przerywam tą ckliwą chwilę, ale Justin teraz Twoja kolej na występ
- Oh.. już idę - syknął i wyminął nas i Selenę.
- Wy też idźcie na salę, ja zaraz przyjdę tylko poprawię makijaż, wydmucham nos - powiedziałam przyjaciółkom.
Dziewczyny kiwnęły głową i też poszły.
Ledwo się odwróciłam, żeby iść do łazienki, jak na swoim nadgarstku poczułam czyjś dotyk.
Odwróciłam się i po chwili stałam twarzą w twarz z Seleną.
- Powiedziałam Ci raz, że masz zostawić Justina w spokoju. Pamiętasz co jeszcze Ci mówiłam.?
- Że mam go zostawić
- Otóż to, ale jakimś trafem nie posłuchałaś mnie
- Jako dziewczyna Justina nie powinnaś decydować z kim się on może przyjaźnić, a z kim nie.
- A żebyś wiedziała, że mogę i dobrze Ci radzę po raz ostatni. Zostaw go w spokoju. On jest tylko i wyłącznie MÓJ!
- Carly, Justin chciał żebyś była na jego występie - zawołała Hayden
Wyrwałam dłoń z uścisku Seleny, otarłam łzy i rozmazany makijaż i poszłam do auli.
Justin zanim zaczął śpiewać, to posłał mi (albo może Selenie?) lekki uśmiech.
- Zaśpiewam dziś dla was nową piosenkę, która nosi tytuł "I would" - powiedział do mikrofonu i po chwili sala wypełniła się dźwiękiem jego głosu.

"If I could take away the pain and put a smile on your face
Baby I would, baby I would
If I could make a better way, so you could see a better day
Baby I would, baby I would, I would

Baby do it to the sky and you the keys, you
Let you know that you're always welcomed so that you never leave
Why you owe those fancy things that you only see on tv, yeah
Run away, to a hut away, we be living the american dream
And i, know it's never gonna be that easy
But I know that he want us to try

If I could take away the pain and put a smile on your face
Baby I would, baby I would
If I could make a better way, so you could see a better day
Baby I would, baby I would, I would

Wo-oh, wo-oh, wo-oh baby I would

To the love forever why, so that it never runs dry
Anytime you ask me why i'm smiling, say that i'm satisfied
He got his flaws and so do i, past seven, and macy pride
And though I wanna make it right
I just cant read your mind

And i, know it's never gonna be that easy
But I know that he want us to try
But I know that he want us to try

If I could take away the pain and put a smile on your face
Baby I would, baby I would
If I could make a better way, so you could see a better day
Baby I would, baby I would, I would

Wo-oh, wo-oh, wo-oh baby I would

Yeah it's not about what I want
It's all about what you need
I know that it hurt you, but that wasnt me
And I know, and I know sometimes it's hard to see
That all we need to be

If I could take away the pain and put a smile on your face
Baby I would, baby I would
If I could make a better way, so you could see a better day
Baby I would, baby I would, I would

Wo-oh, wo-oh, wo-oh baby I would"


Gdy Justin skończył śpiewać cała aula zaczęła klaskać, piszczeć etc.
- Carly, co chciała od Ciebie Gomez.?
- Nie mówiłam wam, ale raz już mnie zaczepiła, no i .. groziła mi żebym zostawiła Justina, a teraz powtórzyła to
- Czemu nam o tym nie powiedziałaś od razu.?! Justin wie o tym.?
- Nie, nic mu nie mówiłam, ale chciałam! Tylko wtedy gdy chciałam poruszyć tą kwestię to.. wiecie co się stało..
- Musisz mu o tym jak najszybciej powiedzieć
- No, ale co to zmieni.?
- W końcu może przejrzy na oczy, że ta dziewczyna za bardzo go ogranicza!
- Zastanowię się..
Przyjaciółki mi posłały swoje "złe" spojrzenie, ale przerwały, bo Justin się do nas dosiadł.
- I jak wszystko w porządku.?
- Tak, już tak. Dziękuję. A poza tym podobała mi się ta piosenka
- Na prawdę.? To miło, dziękuję.
Chciałam jeszcze chwilę z nimi posiedzieć,  kiedy podeszli do nas dwaj mężczyźni.
- Siema Scooter! - krzyknął Justin i przywitał się z jednym z nich
- Siema Biebs
- Jednak przyjechałeś
- No znalazłem chwilę, a poza tym to szef wytwórni chciałby pogadać z Twoją przyjaciółką Carly
Gdy to usłyszałam to spojrzałam raz na Justina, raz na tych mężczyzn
- Ee.. to chyba jakaś pomyłka - wyszeptałam
- Nie, to nie pomyłka - odpowiedział ten drugi, po czym się uśmiechnął do mnie - poproś swoich rodziców na chwilę, będziemy czekać w sali na przeciwko
- Dobrze - odpowiedziałam ciągle będąc w szoku.
Przepchnęłam się obok przyjaciółek, a następnie podeszłam do moich rodziców.
- Mamo..
- Tak.?
- Przed chwilą podszedł do mnie manager Justina i jak mniemam szef wytwórni i prosili mnie i was żebyśmy na chwilę przyszli do sali na przeciwko
- Co on może chcieć.?
- Nie wiem, też bym chciała to wiedzieć
- No to idziemy - odpowiedziała mama
Zabraliśmy ze sobą także babcię.
Zapukałam wpierw i weszliśmy do wnętrza.
Usiedliśmy przed nimi. Ja między rodzicami.
- To jest Scooter Braun, wam pewnie bardziej znany jako manager Justina, a ja jestem  Antonio Reid (L.A. Reid). Wstępnie powiem, że żałuję, że nie przyjechałem wtedy na ten wasz konkurs talentów. Obejrzałem za to te występy na internecie i powiem Ci Carly, że jestem pod wrażeniem. Brałaś kiedyś lekcje śpiewu.?
- Nie, niestety nie.
- Niesamowite.. Ale co ja będę przedłużał. Bardzo chciałbym Ci zaproponować kontrakt na Twoją solową płytę.
- Słucham.? - myślałam, że się przesłyszałam
- Chcę, żebyś nagrała płytę w mojej wytwórni, oczywiście jeśli nie chcesz możesz odmówić
- Pan chyba żartuje, wow! Mamo uszczypnij mnie bo chyba śnię.
- To nie sen córeczko - odpowiedziała mama, i w jej oczach dostrzegłam łzy, ale tym razem szczęścia
- Zostawię Tobie i Twoim rodzicom kopię umowy, przeczytasz ją w spokoju i gdy podejmiesz decyzję tu masz mój numer - odpowiedział pan Reid podając mi umowę oraz wizytówkę
- Przecież tyle jest utalentowanych ludzi..
- I Ty jesteś jedną z nich. Sama pisałaś te teksty piosenek.?
- Większość sama, ale poprawki, czy też "Call Me Maybe" pisałam z przyjaciółmi
- Mhm. Oczywiście porozmawiaj też ze swoimi gitarzystami, perkusistą oraz klawiszowcem ta oferta jest także dla nich, widać, że mają na Ciebie dobry wpływ, a poza tym razem potraficie na prawdę dużo zdziałać
- Dobrze, jejku, jeszcze raz dziękuję.
- Nie ma za co. Także.. mam nadzieję, że do szybkiego skontaktowania się.?
- Taak - odpowiedziałam i pożegnaliśmy się z mężczyznami
Przed salą stali Hayden, Spencer i Justin oraz Tavish, Jared, Solomon i Nik
- I co? I co.? - dopytywały obydwie
Nie byłam im w stanie odpowiedzieć, bo byłam w zbyt dużym szoku, zbyt dużo wydarzyło się w moim życiu w krótkim czasie.
- Carly dostała propozycję nagrania solowej płyty - odpowiedziała za mnie mama oraz w tym samym czasie zjawiła się znów Selena.
- Carly Ty szczęściaro! Powiedz, że przyjęłaś to?
- Jeszcze nie, mam czas by się zastanowić, muszę obgadać to z rodzicami, no i z wami chłopaki - odpowiedziałam
- A Ty tak się broniłaś przed tym konkursem. Nasza przyjaciółka będzie sławna - wydarły się dziewczyny
- Shh.. Jeszcze nic nie wiadomo - zaśmiałam się po raz pierwszy od pogrzebu dziadka
- Jesteśmy z Ciebie takie dumne
- Aww.. - odpowiedziałam i przytuliłam je.
Zerknęłam w stronę Justina. Uśmiechał się promiennie. Odwzajemniłam gest.
- Chyba dziadek faktycznie robi za mojego Anioła Stróża - wyszeptałam
- I nie chyba, a na pewno wnusiu - odpowiedziała babcia i też się wzruszyła niczym mama
- To co? Będziemy wracać do domu. Czekamy w samochodzie Carly - powiedział tata
- To pogadaj dziś z rodzicami i jak wszystko omówicie to spotkamy się jutro w naszym garażu, okej.? - zapytał Tavish
- Okej, dzięki za dziś
- To my dziękujemy i do zobaczenia jutro
Pożegnałam się z nimi i przyjaciółkami.
Zostałam teraz tylko ja, Selena i Justin.
Ci dwoje nie zwracali teraz na mnie uwagi, byli zbyt zajęci kłótnią. Przemknęłam obok nich i otworzyłam swoją szkolną szafkę. Udawałam, że czegoś w niej szukam.
- Po co Ty się za nią tak uganiasz, co Cię obchodzi ona.?!
- A dlaczego Ty jesteś taką ignorantką.? Miałem Ci już dawno to powiedzieć.. Zrywam z Tobą.
- Ty zrywasz ze mną.? Już coś Ci Carly nagadała.?
- Co niby miała nagadać.?
- Kazałam jej się trzymać z daleka od Ciebie!
- Co.? Już totalnie zwariowałaś.?
- Nie! Po prostu chciałam, żeby ona się nie mieszała do naszego związku
- Związku, który był pomyłką.
- Mówisz tak, bo co.? Zakochałeś się w tej kujonce.? Co ona ma, czego ja nie mam.?!
- Tak, kocham ją! Wszystko ma! Z nią przynajmniej mogę porozmawiać o wszystkim, a z Tobą nie, bo Twoje sprawy zawsze były od tego ważniejsze!
Przez przypadek wypuściłam z ręki książki, które trzymałam. Wszystkie rozsypały się po podłodze wokół mnie, łącznie z moimi notatkami.
Spojrzałam niepewnie w ich kierunku. Justin na mnie patrzył. Od początku wiedział, że wszystko słyszę. Łącznie z jego wyznaniem!
- Mówiłam Tobie! Widzisz co zrobiłaś.?! Mogłaś zostać w tej pieprzonej Kanadzie i nie wracać tu! - syknęła Selena i zaczęła się do mnie zbliżać.
Zaczęłam zbierać książki lecz ona specjalnie mi je wyrzuciła z powrotem z rąk.
Widziałam jak Justin podbiega i staje między mną, a nią.
- Zostaw ją i mnie w spokoju. Znajdź innego frajera.
- No tak, idź pocieszać swoją kujonkę. Palant.
Obserwowałam jak Selena wychodzi ze szkoły.
Justin pozbierał moje rzeczy.
- Przepraszam za nią - powiedział zmieszany
- Justin.. to prawda co powiedziałeś.?
- Że Ciebie kocham.?
Kiwnęłam głową na potwierdzenie.
- Carly.. postanowiłem chodzić z Seleną tylko dlatego, bo w żałosny sposób chciałem wzbudzić w Tobie zazdrość. Dopiero po Twoim wyjeździe dostrzegłem jakim jestem idiotą, że nie powinienem tego robić. Tak kocham Ciebie - powiedział i dotknął ostrożnie mojego policzka, zmusił mnie żebym na niego spojrzała, a następnie przybliżył się do mnie i pocałował!
__________________________________
Wstępnie nie podobał mi się ten rozdział, ale skończywszy go powiem, że nawet mi się podoba :D w końcu wracam do pisania wg planu, który napisałam do Jarlyy :D muszę oszacować ile jeszcze do końca :D
mam nadzieję, że komuś się to spodoba xx <3

sobota, 19 stycznia 2013

[22]

*
Po pogrzebie
Cd. pkt.widzenia Justina
Carly dość szybko odzyskała przytomność. Lecz po tym nie odzywała się do nikogo. Siedziała tuż obok mnie na ławce i cicho łkała.
Wpatrywała się pustym wzrokiem w grób swojego dziadka.
- Carly, wracamy. Jutro przyjdziesz tu jak będziesz chciała.
Dziewczyna skinęła lekko głową.
Jej tata "użyczył" jej swojego ramienia, ale Carly w zamian wtuliła się w niego.
*

Wszyscy zostaliśmy zaproszeni na stypę.
Odbywała się ona w domu państwa Jepsen.
Carly od razu podążyła do altany ustawionej w ogrodzie.
Wziąłem kawałek sernika i zaniosłem go dziewczynie.
Siedziała na drewnianej ławeczce, z podkulonymi nogami. Wzrok miała skierowany na niebo. Była pogrążona w myślach.
Odchrząknąłem.
- Przyniosłem Ci kawałek ciasta - powiedziałem cicho i postawiłem go przed dziewczyną na balustradzie altany.
- Dziękuję - wychrypiała Carly
Usiadłem kawałek od niej i sam zacząłem jeść swój kawałek ciasta.
Po chwili i ona zaczęła jeść.
- Za ile wracasz do Atlanty.? - zapytałem
- Powinnam za dwa dni, bo przecież w tym tygodniu będzie to święto szkoły, a ja nie mam nic przygotowanego.. ale nie czuję się na siłach.
To znaczy.. napisałam coś.. ale nie wiem..
- Napisałaś coś.?
- Mhm
- Mógłbym przeczytać.?
Przez chwilę Carly lustrowała mnie wzrokiem.
- To chodźmy do mnie do pokoju
- Dobrze
Zabraliśmy talerzyki i poszedłem za nią.
- Usiądź sobie - wskazała dłonią na łóżko, które było schludnie pościelone
Obserwowałem ją. Klęknęła przy łóżku, gdzie stał duży kufer i po chwili wyciągnęła z niego zeszyt. Podała mi go.
Przez przypadek wypadła z niego jakaś koperta.
Carly ją podniosła i wsadziła z powrotem między kartki zeszytu.
- To list od mojego dziadka, w którym przeprosił mnie, że mi nie powiedział, że był tak chory.. - wyszeptała łamiącym się głosem.
- Przynajmniej będziesz miała jakąś pamiątkę po nim..
- Niby tak.. ale jestem zła na siebie, że nie kazałam dziadkowi iść szybciej do tego lekarza, wiele razy jak go pytałam się to skarżył się na bóle..
- Nie obwiniaj się za nic, zamiast tego wyobraź sobie, że Twój dziadek jest teraz u Boga, w niebie i już nie cierpi, że patrzy tam z góry na Ciebie.
- Staram się, ale to nie takie łatwe.. Nawet nie wiesz jak się dziwnie czuję w tym domu, wiedząc, że go nie ma.. tak jest tu pusto.. I kto mnie teraz będzie wypytywał czy mam chłopaka, czy dobrze się uczę, czy pomagam mamie.?!
- Wiem, że nie jest Ci łatwo.
- Do tego jeszcze sprawa tej piosenki do szkoły.. zupełnie nie mam głowy..
- Który to tekst.?
Carly wzięła zeszyt i po chwili wskazała palcem tekst.
Piosenka nazywała się "Your heart is a muscle".
- Piosenka wpierw miała być o moim dziadku, tym co czuję.. ale nie wyszło mi zupełnie, no a pozatym to za świerza jeszcze sprawa. Wysłałam to w nocy chłopakom, kuzynom Hayden.
- I.?
- I poprosiłam ich, żeby stworzyli jakąś wolną muzykę pod to, ale jeszcze nie dostałam odpowiedzi, a póki co nie chcę z nikim rozmawiać, boję się, że się rozpłaczę..
- Przecież płacz to nie jest nic złego. Nikt Ci nie zabroni płakać.
- No tak.. wolę trochę samotności.. nie jestem gotowa na to wszystko, na powrót do rzeczywistości..
- Pomożemy Ci stanąć na nogi. Właśnie najważniejsze jest żebyś spotykała się ze znajomymi, próbowała robić to co zawsze.. Najgorszą rzeczą dla Ciebie będzie siedzenie w domu i płakanie, smucenie się.
Prędzej dorobisz się jakiś szkód na zdrowiu, psychice.
Carly wydawała się rozmyślać nad moimi słowami, ja w tym czasie przeczytałem tekst jej piosenki.
- Podoba mi się on.
- Może być.?
- Na prawdę jest dobry. Już się nie mogę doczekać aż go usłyszę wraz z podkładem.
- Myślałam, żeby przy tej piosence wykorzystać to, że umiem grać na pianinie.
- Uuu.. i próbowałaś coś spleść.?
- Nie, nie miałam nawet na to czasu, praktycznie przez ten tydzień tu, ciągle byłam poza domem.
- Dalej masz tu pianino.? I czy Twojej babci nie przeszkadzało by gdybyśmy razem pograli na nim.?
- Babci raczej nie będzie przeszkadzało, wszyscy są w ogródku.
- To chodź - powiedziałem wyciągając do niej dłoń.
Zeszliśmy razem do drugiego salonu. Na samym jego środku stało pianino.
Usiedliśmy obok siebie na małym krzesełku.
Najpierw na rozgrzewkę zagrałem fragment "Down To Earth".
*
Pkt.widzenia mamy Carly
- Kochanie.? Widziałeś gdzieś Carly.? - zapytałam cicho męża, który przyniósł gościom coś do picia
- Tak, gra z Justinem na pianinie. Jak mniemam pracują wspólnie nad piosenką Carly, którą miała zaśpiewać w szkole.
- Przynajmniej zajmie czym innym myśli.
- Dokładnie. Strasznie przeżyła to co się stało.
- Była z nim bardzo związana, przebywała tutaj większość swojego czasu.. Mi też go brakuje, ale wiem, że muszę być silna dla was.
- Razem się pozbieramy. Podoba mi się to, że Justin pod nieobecność przyjaciółek Carly tak jej pomaga. W kościele ją pocieszał, na cmentarzu przytrzymał gdy zemdlała..
- To dobry chłopak. Zna się z Carly prawie od urodzenia.
Przytuliłam się do męża. I razem z nim obserwowałam jak Jake bawi się z Pattie.
*
Pkt.widzenia Carly
W ciągu godziny napisaliśmy cały podkład muzyczny. Na przemian każde z nas wygrywało coś na klawiszach, gdy pasowało to reszty, zapisywaliśmy to nutowo.
- Zaśpiewaj mi.? - zapytał Justin
Zasłoniłam rękoma twarz.
- Proszę.? - zapytał tym razem z uśmiechem.
Dzięki temu spędzonemu czasowi z Justinem choć przez chwilę zapomniałam o tym wszystkim.
Praca nad piosenką pozwoliła mi się na chwilę odprężyć.
- Tak bardzo ładnie proszę.?
- Oh.. niee.. - zaczęłam speszona
- Zaśpiewam z Tobą.
Spojrzałam na niego.
- No dobra.
" You gave my shirt back
I don't really get the meaning
It's like you're giving up before it all goes wrong
I've been told but I don't really like the feeling
I've been away, I've been away too long

I, I, I wanna go wherever you are
I, I, I wanna be wherever you are
I, I, I wanna see whatever you are

You say love's a fragile thing
Made of glass
But I think
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
You gotta work it out
Make it stronger
Try for me just a little longer
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle

If I could turn this plane around
I'd fly to where you are right now
Write your name into the sky
Hope that it'll light up your eyes

Wake up moon we spend the night alone together
You're a real good listener, but you don't have much to say
Wake up you, you won't pick up the phone whatever
You're probably sleeping, I hope we're still OK

I, I, I wanna go wherever you are
I, I, I wanna be wherever you are
I, I, I wanna see whatever you are

You say love's a fragile thing
Made of glass
But I think
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
You gotta work it out
Make it stronger
Try for me just a little longer
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle

If I could turn this plane around
I'd fly to where you are right now
Write your name into the sky
Hope that it'll light up your eyes
[x2]

You say love's a fragile thing
Made of glass
But I think
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
You gotta work it out
Make it stronger
Try for me just a little longer
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle
Your heart is a muscle

If I could turn this plane around
I'd fly to where you are right now
Write your name into the sky
Hope that it'll light up your eyes "

sobota, 12 stycznia 2013

[21]

Moi dziadkowie (teraz tylko babcia) mieszkała dwa domy dalej od dziadków Justina.
Nie potrafiłam usiedzieć w domu, więc kiedy tylko mogłam wychodziłam i wracałam bardzo późno.
Idąc do pobliskiego parku, dostrzegłam jak pod dom dziadków chłopaka, podjechała taksówka.
A z niej wysiadł właśnie Justin i jego mama - Pattie.
- Hej Carly! - krzyknął do mnie Justin, gdy tylko mnie zauważył
- Hej Justin, dzień dobry! - odpowiedziałam, ale nie zatrzymałam się tylko dalej szłam.
Nie miałam ochoty w ogóle na rozmowy. Chciałam pobyć sama. Chyba tylko tego teraz potrzebowałam.
Codziennie dzwoniły do mnie moje przyjaciółki. Na szczęście nie pytały mnie jak się czuję, bo przecież wciąż by słyszały tą samą odpowiedź.
Opowiadały mi co było danego dnia w szkole, co się działo i za każdym razem zapewniały, że mogę na nie polegać.
Był to dla mnie dużo znaczący gest. Mimo, tego że chcę być sama, to gdzieś w głębi duszy wiem, że by stanąć na nogi potrzebuję pomocy, wsparcia rodziców, ale także moich przyjaciółek.
*
Dzień pogrzebu
Od śmierci dziadka minęło już 6 dni. Od czasu kiedy przyjechaliśmy do Kanady, babcia w nocy miała koszmary, budziła się przynajmniej 2 razy, dużo płakała.
Zastanawiałam się jak ja bym znosiła taką stratę. W końcu babcia była z dziadkiem aż 37 lat. To szmat czasu. A nagle tej ukochanej osoby nie ma.
Już nigdy nie usłyszysz od niej "Kocham Cię", czy zwykłego pytania "Co dziś na obiad?". W sercu pozostanie pustka. Tak, jakby jakaś część Ciebie odeszła z tą osobą.
Za każdym razem jak o tym tylko myślałam, łzy lały się strumieniami po moich policzkach,  i nie dziwię się już moim rodzicom, że zdecydowali się, żeby babcia wróciła z nami do Atlanty.
Od tej złej wiadomości zaczęłam podobnie jak babcia, źle spać, ale też bardzo mało jadłam.
- Carly proszę Cię zjedz coś - powiedziała cicho mama.
Wiedziałam co ma na myśli. Bała się, że przez to, że nie jem, mogę ją zostawić, zadać kolejny ból straty.
Sięgnęłam po chleb, posmarowałam go cienko masłem i położyłam na to szynkę, ser i pomidora.
Podczas posiłku nikt ze sobą nie rozmawiał. Jedyny dźwięk jaki można było usłyszeć, to dźwięk odstawianych kubków, sztućców, i różnorodne odgłosy wydawane przez mojego młodszego braciszka, Jake'a.
Mimo, że on miał zaledwie niecałe 2 latka, a już wyczuwał napiętą sytuację między nami, wiedział, że jesteśmy smutni.
Po zjedzonym posiłku poszłam się umyć i ubrać.
Ubrałam czarną sukienkę do kolana, czarny sweterek, baleriny i rajstopy.
Włosy związałam w wysoki kucyk.
Korektorem lekko musnęłam się pod oczami, które były czerwone, zapuchnięte.
*
Wsiedliśmy wszyscy do samochodu babci. Tata kierował.
Równo z nami wyjechali też Justin z mamą i dziadkami.
To miał być skromny pogrzeb. Tylko rodzina, sąsiedzi i przyjaciele.
W kościele rodzice wraz z babcią usiedli z przodu, tuż przed trumną dziadka.
Ja natomiast z moim braciszkiem siedzieliśmy z Justinem.
Justin był ubrany w jeansy, białą koszulę, czarny krawat i marynarkę.
Pani Pattie zajęła się moim bratem, za co byłam jej dozgonnie wdzięczna.
Ledwo pogrzeb się zaczął, a ja już miałam ochotę płakać.
Jak na każdym pogrzebie organista wygrywał bardzo smutne, przygnębiające pieśni.
Powstrzymywałam łzy cisnące mi się do oczu, rozglądałam się po całym kościele. Byli wszyscy sąsiedzi, których jeszcze kojarzę z dzieciństwa.
Wciąż mój wzrok kierował się do trumny dziadka, na której była tabliczka z napisem " Mark Jepsen. Ur. 12.03.1955, zm. 5.10.2012 ".
Mój dziadek nie był bardzo stary, miał zaledwie 57 lat! Miał jeszcze dużo lat życia przed sobą, gdyby nie choroba nowotworowa.
Drżącymi rękoma wyciągnęłam szybko chusteczki z mojej torebki. Chciałam nie płakać, lecz to było raczej nie do uniknięcia.
*
Pkt.widzenia Justina
Obserwowałem kątem oka Carly. Wpierw siedziała smutna, skulona między mną, a moją mamą.
Później w trakcie pogrzebu dostrzegłem jak się rozgląda, swoim pustym, zaszklonym spojrzeniem. Aż w końcu się popłakała.
Moja mama posadziła Jake'a (brata Carly) koło siebie, a następnie przygarnęła do siebie płaczącą Carly i przytuliła ją mocno.
Dziewczyna ani na moment nie mogła przestać płakać. Gdy już się wydawało, że się uspokaja, przychodziła kolejna fala płaczu.
Cholernie źle się czułem z tym jej cierpieniem. Chciałem ją jakoś pocieszyć, ale zupełnie nie wiedziałem jak.
Złapałem ją delikatnie za dłoń. Myślałem, że wyrwie się, ale nie. Ona wplotła swoje drobne palce w moją dłoń, między moje palce.
Uścisnąłem ją, by dodać jej otuchy. I tak do końca mszy pogrzebowej siedzieliśmy.
Zanim wyniesiono trumnę z ciałem dziadka Carly, każdy mógł położyć przed nią kwiaty i chwilę się pomodlić.
Carly wstała i chwiejnym krokiem dołączyła do rodziców.
Wpierw przy trumnie klęknęła babcia Carly i jej mama.
Następnie ona i jej tata.
Pan Jepsen musiał podnosić wręcz Carly, bo ta nie miała na to sił. Znowu się rozkleiła.
I później reszta ustawiła się w kolejce do trumny, oraz do państwa Jepsen by złożyć im kondolencje.
Podałem rękę państwu Jepsen, a Carly mocno do siebie przytuliłem.
- Pamiętasz moje słowa.? - zapytałem szeptem
- Pamiętam
- Jak będziesz potrzebowała pomocy czy czegokolwiek to pisz, dzwoń, a nawet przychodź do mnie. Okej.?
- Nie wiem po co się litujesz nade mną, ale dziękuję.
- Oh Carly, jesteś moją przyjaciółką i chcę Ci pomóc. Chociaż raz. I bardzo mi przykro z tego co się stało, ale jesteś silna i pozbierasz się. Twój dziadek nie chciałby, żebyś płakała - powiedziałem głaszcząc ją delikatnie po mokrym policzku.
Dziewczyna lekko odsunęła się ode mnie i zmarszczyła brwi. Podziękowała mi jeszcze raz i musiała wracać do ponownej czynności - wysłuchiwania kondolencji od innych.
*
Następnie trumna została wyniesiona do karawanu i wszyscy podążaliśmy za nim na cmentarz.
Ksiądz odmówił krótką litanię, po czym nastąpiło złożenie trumny do grobowca i  symboliczne wsypanie piachu na jej wieko.
Grabarze zaczęli przysypywać trumnę.
Carly, jej mama i babcia płakały najwięcej.
Chwilę później Carly złapała mnie za rękę i ledwo zdążyłem się odwrócić w jej stronę jak dziewczyna zaczęła się osuwać na ziemię. Zemdlała. Na szczęście w ostatniej chwili ją przytrzymałem.
Rodzice Carly natychmiast do niej podeszli.
Usiadłem z ciałem nie przytomnej Carly na ławce. Jej mama klęczała przed nią i lekko poklepywała po policzkach.
Po 2 minutach, może 3, odzyskała przytomność.
________________________
Huh, podoba mi się ten r ;O 
I w miarę szybko mi się go napisało :O 
No i popłakałam się trochę pisząc to ;O
Mam nadzieję, że dobrze udało mi się przekazać to wszystko co siedziało w mojej głowie xd ;o
#muchlove


poniedziałek, 31 grudnia 2012

[20]

Weszłam do domu. Już nawet nnie bawiłam się w ściąganie butów tylko od razu pobiegłam do salonu, gdzie siedzieli rodzice. Tata obejmował mamę. W końcu to jej ojciec umarł. Uklęknęłam przed nią, złapałam za jej drżące ręce i ułożyłam głowę na jej kolanach i obie zalałyśmy się łzami. - Pogrzeb jest za tydzień - wyszeptał tata - Ale jutro jedziemy już do Kanady, będziesz w stanie pójść jutro na 3 lekcje czy wolisz zostać w domu? - Pójdę, jakoś dam radę.. chyba - Carly.. wręcz to proszę Justinowi dobrze? - Co to jest? Tata westchnął i pociągnął mnie za rękę do kuchni - To jest hm.. jakby zaproszenie dla Pattie i Justina na pogrzeb Twojego dziadka, w końcu się znali.. - Tato.. wiadomo co było przyczyną.. no wiesz.. śmierci dziadka? - zapytałam łamiącym się głosem - Twój dziadek miał raka - Co?! Ale jak to?! Czemu mi nie powiedzieliście?! - Twój dziadek prosił nas żebyśmy Ci nie mówili. On sam myślał, że z tego wyjdzie bo diagnoza była, że to zwykły nowotwór. Zauważyłaś, że dziadek zawsze mało chodził, często narzekał na ból w nodze? Kiwnęłam głową, że pamiętam. - Rak zaatakowałam wpierw biodro, a później zlokalizowano go też w jego bolącej nodze. Za późno zgłosił się do lekarza, no i jego wiek.. dawał małą szansę na pokonanie choroby. - Ale dlaczego on mi o tym nie powiedział? Byłam u nich przecież.. - Poczekaj tu chwilę, coś Ci przyniosę - powiedział tata i poszedł do sypialni. - Proszę. Dziadek prosił żebym Ci to przekazał, w odpowiedniej chwili. - Wciąż nie mogę uwierzyć w to wszystko.. czemu to nie może być tylko głupi koszmar?! - wrzasnęłam na całą kuchnię i znów się rozpłakałam - Tato.. a co z babcią? - Zaproponowaliśmy jej żeby się tu do nas wprowadziła, Twoja mama nie chce żeby ona mieszkała tam sama. No i zgodziła się, po pogrzebie wróci tu z nami. - Biedna babcia.. Przepraszam tato, ale pójdę chyba do swojego pokoju, dość mam jak na jeden dzień. - Rozumiem skarbie, idź się spakuj i odpocznij - Kocham Cię tato - powiedziałam i wtuliłam się w jego bezpieczne, silne ramiona. - Ja Ciebie też córeczko - odpowiedział i pocałował mnie w czoło Poszłam z powrotem do salonu, gdzie była mama. Do niej też się przytuliłam. - Kocham Cię mamusiu i pamiętaj, że masz nas - wyszeptałam jej do ucha - Oh Carly.. też Ciebie kocham, z całego mojego matczynego serca i dziękuję Bogu, że was wszystkich mam, za Ciebie, Jake'a i Twojego tatę. Pocałowałam ją w policzek i poszłam na górę. Usiadłam na brzegu łóżka. Chwilę się wahałam czy otworzyć list, jednak ciekawość zwyciężyła. Był to odręczny list od dziadka. "Kochana wnusiu, gdy będziesz czytać ten list, mnie już nie będzie na tym świecie. Na samym wstępie chciałbym przeprosić Cię, że Ci nie powiedziłem o mojej chorobie. Nie chciałem Ciebie zmartwić. Stchórzyłem. Twoja babcia ciągle mi powtarzała by Ci powiedzieć, szczególnie jak u nas byłaś. Ja jednak byłem "mądrzejszy" i mówiłem jej nie teraz. Chcę także przekazać Ci przez ten list, że bardzo Ciebie kocham. Byłaś moją jedyną wnuczką, moim oczkiem w głowie, chciałem dla Ciebie jak najlepiej. I proszę Cię Carly o dwie rzeczy - zaopiekuj się babcią, i nie płaczcie za mną. Od teraz będę Waszym aniołem stróżem. Będę czuwał nad Wami. Do zobaczenia w niebie. Kocham Cię, dziadek". Przeczytałam list parę razy. Czułam się jakbym moje serce rozbijano na milardy kawałeczków. Łzy nie miłosiernie pędziły od moich oczu, poprzez policzki. Przytuliłam do siebie tą kartkę papieru, zwinęłam się w kłębek i dalej płakałam, aż zasnęłam. * Obudziłam się o 5. Bolała mnie strasznie głowa, pewnie od płaczu. Rozjerzałam się po pokoju. List od dziadka spadł mi w nocy na podłogę. Podniosłam go, przeczytałam raz jeszcze, schowałam do koperty, a następnie pod poduszkę. By mieć go blisko siebie zawsze. Jeszcze dziś będę w Kanadzie. Gdyby dziadek żył, byłabym zachwycona. A teraz.. jest wręcz odwrotnie. Wstałam z łóżka. Wydobyłam z dna szafy tunikę, sweterek, spodnie - wszystko w kolorze czarnym. Udałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic. Ułożyłam i wysuszyłam włosy. Nie malowałam się. Po co skoro co i rusz łapią mnie napady paniki, płaczu. Spakowałam resztę czarnych ubrań i innych potrzebnych mi tam rzeczy. Zeszłam na dół. Myślałam, że wszyscy jeszcze będą spali, lecz w kuchni siedziała mama. Jej oczy były czerwone, zapuchnięte i wciąż płakała. - Mamo.. - Carly? Czemu nie śpisz, jest dopiero 5:57. - Źle spałam tej nocy. Mama rozłożyła ramiona i po prostu przytuliłam ją. Obie tego teraz potrzebowałyśmy. * Tata od dziś miał wolne. Wyjątkowo poszłam do szkoły na pieszo. Umówiłam się z rodzicami,że przyjadą po mnie pod szkołę, po 3 lekcji i od razu pojedziemy na lotnisko. Szłam bardzo powoli. - Carly! Słyszałyśmy wszystko, Boże jak się czujesz? - Hayden i Spencer od razu mnie osaczyły. - A jak mam się czuć? Czuję się okropnie, łagodnie mówiąc. Przyjaciółki mnie objęły. Dostrzegłam nieopodal stojącego Justina, był oczywiście w towarzystwie Seleny. Jednak jego zachowanie mnie zaskoczyło. Wbrew Selenie podszedł do mnie i ku mojemu ponownie zaskoczeniu również mnie przytulił. A ja z bezradności.. i przez kolejny napad rozpłakałam się. - Tata prosił bym Ci to dała, przekaż to też swojej mamie - powiedziałam łamiącym głosem, i zaczęłam szukać tego liściku/zaproszenia w torbie. Przez przypadek wypadł mi on z ręki, już miałam się po niego schylić, ale Justin mnie uprzedził. - To to? - Tak, to zaproszenie na pogrzeb, oraz na skromną stypę. Chłopak uważnie przeczytał. - Powiedz swojemu tacie, że przyjedziemy z mamą na pogrzeb Twojego dziadka. - Ale.. - Żadnego ale, stać mnie na bilety do Kanady i mogę pojechać tam w każdej chwili, no a pozatym wczoraj rozmawiałem o tym z mamą i ona właśnie chciała wiedzieć kiedy jest pogrzeb, bo chciałaby na nim być. - To miło z waszej strony, dziadek byłby szczęśliwy - wyszeptałam - Shh, nie płacz. Spróbuj zająć czymś innym myśli. - Gdyby to było takie łatwe jak mówisz.. - Wiem, że nie jest łatwe.. Będzie dobrze. Nie zapominaj, że masz swoich rodziców i nas, przyjaciół, pomożemy Ci się pozbierać, prawda dziewczyny? - Justin ma rację Carly, masz nas. - Dziękuję wam - odpowiedziałam i przytuliłam każdego z nich. __________________________________ Przepraszam za drobny chaos w tym rozdziale ale piszę go z tableta i nie mogę go zbytnio poprawić bo za niedługo idę do znajomych na sylwka. Szczęśliwego Nowego Roku! #muchlove

niedziela, 23 grudnia 2012

[19]

__________________
Pomimo wczorajszych wydarzeń, rano powinnam być bardzo niewyspana, ale było zupełnie inaczej.
Obudziłam się o 6, tuż przed budzikiem. Śniło mi się, to jak stoję na scenie, i wykonuję moje piosenki.
Jeszcze parę tygodni temu, w życiu nie pomyślałabym, że mogłabym tak po prostu wziąć udział w konkursie..
Ja, zwykła szara myszka, kujon.. I jeszcze usłyszeć, że Justinowi (i innym) się podobało. Wow!
No właśnie! Justin! Prosił mnie przecież o spotkanie. I też miał rację, że nie możemy się unikać, zachowywać jak dzieci. Wyjęłam telefon spod poduszki i napisałam mu sms-a : "Hej. Przepraszam jeśli Cię obudziłam. Piszę w sprawie Twojej wczorajszej prośby o spotkanie? Dalej to aktualne? Pasuje Ci dzisiaj o 15 w Starbucksie?". Myślałam, że będę musiała dłużej czekać na odpowiedź, ale przyszła ona niemalże po paru sekundach. "Hej. Nie, nie obudziłaś mnie. Dopiero wstałem. Tak pasuje mi. To do.. zobaczenia w szkole i później w Starbucksie. xx".

*
W drodze do szkoły
Ciągle rozmyślałam, o czym Justin tak chce ze mną rozmawiać.
W szkole było by tak, jak zawsze, ale bym skłamała. Ledwo weszłam na teren szkoły gdy wszyscy zebrani wokoło śpiewali. Co? "Call Me Maybe"!
-Carly! Widzisz co narobiłaś, wszyscy to teraz nudzą-zaśmiała się Hayden, całując mnie w policzek na przywitanie, tak jak wcześniej uczyniła to Spencer.
-Nie sądziłam, że "Call Me Maybe" może się aż tak spodobać
-Świetnie zaśpiewałaś i do tej pory dziwię się, że to Gomez wygrała zamiast Ciebie!
-Przestań! Ja tam się cieszę, że zajęłam chociażby to 2 miejsce. Byłam święcie przekonana, że zostanę wygwizdana, a jak jest widzicie same.
-A Ty wczoraj gadałaś z Justinem?-zmieniła temat Hayden
-Tak-odpowiedziałam krótko
-Co on od Ciebie chciał?
-Pogratulować występu, powiedział, że mu się podobało, no i spytał czy z nim pójdę na kawę..
-Uuu.. i co spotkasz się z nim?
-No tak, za długo już go tak unikam..
-Mrauu
-Przestań, on ma przecież dziewczynę.
-Taa, która go traktuje jak nie wiem, żałuj, że nie widziałaś ostatnio na stołówce co zrobiła-wtrąciła się Spencer
-Hm.?
-Tak się rozgadała o sobie i swoich "problemach", że biedny Justin nie mógł w ogóle się odezwać, a gdy już próbował to ta go uciszała.
-Więc nie dziwię się, że on chce z Tobą naprawić relacje, przecież znacie się praktycznie od urodzenia, oboje mieszkaliście w Kanadzie, wasi rodzice i dziadkowie się znają.
-No niby tak, ale wszystko się zmieniło od jego wyprowadzki, kariery.
-Ale pomimo tego, stara się o PRZYJAŹŃ Z TOBĄ, osobą, która zna go najlepiej.
-Ej bo pomyśle, że to ja jestem tą złą, co nie chce mieć z nim nic wspólnego
-Nie! Nie myśl tak! Widocznie masz powody, my wiemy jakie.
-Dobra skończmy ten temat i chodźmy na lekcje.
-Okej, okej.

*
Przerwa obiadowa
Hayden i Spencer zeszły na stołówkę, a ja szybko udałam się wpierw do łazienki.
Natknęłam się tam na Selenę i jej przyjaciółki.
-O jak dobrze, że jesteś Jepsen, chciałam z Tobą o czym ważnym porozmawiać bez zbędnych świadków.
-Po pierwsze mam imię, a po drugie to o co chodzi.?
-Jaka się śmiała zrobiła nasza kujonka-zaśmiała się Selena-i jeszcze udaje, że nie wie o co chodzi.
-To dowiem się o co Ci chodzi.?
-Zostaw Justina w spokoju, to MÓJ chłopak i nie życzę sobie, żeby miał coś wspólnego z Tobą, bo jak nie to inaczej się policzymy, zapamiętaj - wysyczała mi i wyszła trzaskając drzwiami.
-Biedny Justin- pomyślałam.
Już wiem co między innymi miała na myśli Spencer.
Skorzystałam szybko z łazienki i zeszłam do stołówki.
-No nareszcie jesteś! zamówiłyśmy Tobie jedzenie-zawołała Hayden
-Przepraszam, kolejki były, no i dziękuję.
Rozejrzałam się po naszym stoliku. Jak zwykle Justin siedział na przeciwko mnie, a tuż obok niego "kleiła" się Selena. Chłopak lekko się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech.

*
Tuż przed spotkaniem w Starbucksie
Idąc na spotkanie z Justinem spotkałam Tavisha. Podprowadził mnie pod samą kawiarnię.
-Czyli cała Twoja szkoła śpiewa teraz CMM.?
-Tak, ledwo weszłam, a już wszyscy "Hey, I just met you and this is crazy but here's my number, so call me maybe" - zaśmiałam się
-No to nasz cel został spełniony, piosenka miała być chwytliwa i jest.
-Dokładnie!
W międzyczasie doszedł do nas Justin.
-Hej-przywitał się ze mną
-Hej-uśmiechnęłam się- To jest Justin, a to Tavish- zapoznałam chłopaków.
Zmierzyli się wzrokiem, a następnie podali sobie dłonie.
-To ja Carly spadam, zdzwonimy się kiedy ruszamy z pisaniem nowej piosenki na to święto szkoły. Trzymaj się i do szybkiego zobaczenia-powiedział Tavish, żegnając się ze mną buziakiem w policzek.
-To jest ten Twój gitarzysta.?-zapytał Justin, gdy Tavish poszedł.
-Tak to on, to dzięki niemu powstało Call me maybe
-Aww, tak.?
-Tak, zaproponował żebyśmy napisali coś chwytliwego
-No i wam się udało
Uśmiechnęłam się.
-To co? Idziemy do środka na jakąś kawę.?
-Tak, chyba po to tu przyszliśmy.
Chłopak otworzył mi drzwi i przepuścił mnie w nich. Zajęliśmy miejsce gdzieś na uboczu, z dala od innych.
Panowała krępująca cisza.
-Twoja dziewczyna nie będzie zła, że się ze mną spotkałeś.?
-Ona nie wie nic o tym spotkaniu, myśli, że wyszedłem gdzieś z kolegami. A dlaczego pytasz.?
Wzięłam głęboki oddech i upiłam łyk kawy. Zastanawiałam się czy mu powiedzieć, o groźbie Seleny.. Postanowiłam na razie przemilczeć sprawę.
-Tak pytam.. było jej może powiedzieć prawdę..
-Wtedy by chciała przyjść tu razem ze mną. A nie chciałbym tego-ostatnie zdanie wyszeptał
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.
-A tak ogółem, to.. dlaczego chciałeś się ze mną spotkać.?
-Um.. po pierwsze by Ciebie przeprosić za to zdarzenie u mnie w pokoju, na prawdę nie chciałem Ciebie zranić, zabawić się Tobą i nie wiem jak to jeszcze nazwać.. Jest mi na prawdę głupio.
-Teraz to ja nie wiem co mam Ci powiedzieć.. ale wybaczam Ci.
-Na prawdę.?
-Tak.. przecież ten pocałunek, to wszystko nic nie znaczyło-zaczęłam grać w jego grę, starałam się być obojętna.
-Taa..-odpowiedział i posmutniał jeszcze bardziej niż wcześniej.
-Jak było w Kanadzie.?-zapytał ni stąd ni zowąd
-Dobrze. Spotkałam Twoich dziadków i kazali mi Cię pozdrowić.
-Będę musiał do nich zadzwonić, a najlepiej pojechać, tylko nie wiem kiedy. Wcześniej kariera, teraz szkoła, nowa płyta..
-Im też brakuje Ciebie, ale są z Ciebie dumni, bo wiedzą, że robisz to, o czym zawsze marzyłeś.
-Miło to słyszeć. Dziękuję.
-Nie ma za co, powtarzam tylko słowa Twojej babci.
Później zaczęliśmy wspólnie rozpamiętywać czasy, jak mieszkaliśmy w Kanadzie. Jak ja mieszkałam w Toronto, a na weekendy, święta, ferie przyjeżdżałam do swoich dziadków do Stratford i takim magicznym sposobem się poznaliśmy z Justinem.
Naszą wesołą pogadankę przerwał mój telefon.
Wyjęłam go szybko z torebki. Dzwonił tata. Przecież mu powiedziałam gdzie idę i z kim..
-Przepraszam-powiedziałam do Justina i odebrałam telefon.
-Halo.?
-Cześć córeczko, mogłabyś jak najszybciej przyjść do domu.?
-Tak tato, coś się stało.?
Zaczęłam się niepokoić. Słyszałam w słuchawce jakby czyjeś łkanie.
-Tato.? powiedz mi co się dzieje.
-Twój dziadek nie żyje-wyszeptał
Rozdziawiłam ze zdziwienia usta, oczy mało mi nie wyskoczyły z oczodołów.
Rozłączyłam się.
Dziadek nie żyje.
To nie możliwe.. przecież parę dni temu byłam u dziadków, wszystko było dobrze!
-Carly, co się dzieje.?
Nic nie odpowiedziałam tylko zaczęłam zalewać się nieproszonymi łzami.
Justin przysiadł się na kanapę, tuż obok mnie i mocno przytulił.
-Shh..
-Mój dziadek.. nie.. żyje-wyszeptałam dławiąc się łzami
-Co.?! jejku.. Carly.. nie płacz mała..-powiedział przytulając mnie jeszcze mocniej.
-Chodź zawiozę Cię na chwilę do mnie do domu-powiedział wyciągając dłoń w moją stronę.
Czułam się wyprana ze wszelkich uczuć, emocji.
Podałam rękę Justinowi i powoli kroczyłam za nim, do jego samochodu.

*
Pkt.widzenia Justina
-Już wróciłeś synku.?-zapytała  mama wychodząc z kuchni, lecz gdy tylko zobaczyła zapłakaną Carly od razu ją przytuliła
-Ciii.. czemu płaczesz.?
-Dziadek Carly nie żyje-powiedziałem cicho, a dziewczyna zaczęła zalewać się nową porcją łez.
-Twoi rodzice już o tym wiedzą kochana.?
-Tak, to tata do mnie zadzwonił..-wypłakała
-Chodź do salonu, zrobię Ci herbaty, a później Justin odwiezie Cię do domu.
Tym razem to ja objąłem ramieniem Carly i poprowadziłem ją do salonu.
Usiadła i znowu chowając twarz w dłonie, płakała.
Siedziałem koło niej, głaszcząc ją po włosach, plecach. Chciałem ją pocieszyć, ale nie wiedziałem jak.
Mimo, że to nie chodziło o moich dziadków, to czułem jej ból. W końcu też znałem jej dziadka.
Tuląc ją tak do siebie, kusiło mnie coś by móc scałować jej łzy.
Justin uspokój się, to jest tylko Twoja przyjaciółka, masz dziewczynę-zbeształem się w myślach.
Dziewczynę.. której nie kochasz-dopowiedziała mój rozum.
Mama przyniosła jej herbatę oraz paczkę chusteczek.
Nie była w stanie nawet trzymać kubka, tak trzęsły jej się dłonie.
-Nie rozumiem.. jak to się mogło stać.. przecież byłam w Kanadzie.. czuł się dobrze, nic mu nie dolegało..-wyszeptała Carly, jej oczy szkliły się od łez.
-Nie zadręczaj się tak tym..
-Jak mam się nie zadręczać.. mój kochany dziadek..
Moja mama próbowała zachować spokój, ale widząc jak Carly płacze, sama też się popłakała.
-Odwieźć Cię do domu.?-zapytałem
-Tak, poproszę..
Mama na pożegnanie przytuliła mocno Carly i coś jej wyszeptała na ucho.
Odwiozłem ją.
Podczas drogi milczeliśmy. Chwilami myślałem, że Carly się uspokaja, ale to było tylko początkiem fali łez, bólu.
Zajechałem pod jej dom.
-Dziękuję-wyszeptała
-Nie masz za co dziękować, to ja dziękuję, że się ze mną spotkałaś, wybaczyłaś mi.. szkoda tylko, że tak to się zakończyło.
-Dokładnie.. ale skąd mogliśmy wiedzieć, że akurat dziś dojdzie do.. tego. To do.. zobaczenia-wyszeptała
-Trzymaj się. Jak coś to dzwoń do mnie nawet w nocy-powiedziałem chwytając ją za rękę.
Przez chwilę patrzyła mi w oczy lub na nasze splecione palce. Lekko uścisnęła moją dłoń.
-Dziękuję-powiedziała i wyszła.
______________________________
Miałam ten r dodać już jakiś czas temu, ale jakoś nie spieszyło się mojej wenie na dokończenie tego. Ale dziś spięłam się i dokończyłam - taki świąteczny prezent, chociaż zważając na cały rozdział to żaden prezent :O
Trochę smutny r, no ale.. :3 
Nie zawsze musi być kolorowo, tak.?
NN postaram się dodać jakoś przed samym sylwestrem, bądź już po nowym roku, zobaczę jak to będzie z weną i czasem ;)
Tymaczasem, życzę wam wesołych, pogodnych świąt, Justina pod choinką haha :D No i udanego Sylwka ;) :*
#MerryChristmas & #MuchLove!
 
PS. chyba jednak będzie więcej r Jarlyy, bo trochę plan opowiadania uległ rozszerzeniu ;) ;*

czwartek, 29 listopada 2012

[18]

[...] -Uwaga otwieram kartkę z wynikami! Wygrywa... ale zanim to, to ogłoszę wpierw 3 i 2 miejsce.
Dyrektor ogłosił 3 miejsce. Wygrała jakaś 1-klasistka, której szczerze mówiąc nie znam.
-Miejsce drugie zajęli.. CARLY RAE JEPSEN z zespołem.
Od razu zostałam otoczona ze strony chłopaków.
-Widzisz! Zajęliśmy 2 miejsce, co prawda nie 1, ale i tak poszło nam wspaniale!-powiedział Tavish, i po tym poszliśmy odebrać nagrodę. Wróciliśmy na miejsce. Dyrektor wyjął ostatnią kopertę.
-Nasz szkolny konkurs wygrywa.. Selena Gomez! Wszystkim biorącym udział w naszym konkursie gratulujemy. Selena dla was zaśpiewa jedną z piosenek, którą dziś zaprezentowała, ale zostałem również poproszony, żeby Carly zaśpiewała jeszcze raz "Call me maybe"-tu dyrektor się odwrócił w moją stronę z uśmiechem.
Spojrzałam na chłopaków i zaczęliśmy się śmiać.
-To zanim Selena zaśpiewa, to jeszcze raz brawa dla wszystkich, no i wpierw zaśpiewa Carly, która zajęła 2 miejsce!
Ustawiliśmy się z powrotem na scenie.
Ledwo chłopaki zaczęli grać, a ku mojemu zaskoczeniu ludzie zaczęli śpiewać refren.
Następnie odśpiewaliśmy całość, a po nas na scenę weszła panna Gomez.
Rodzice czekali na mnie przed szkołą. Zostałam jeszcze poproszona przez dyrektora o zostanie. Justin jak się okazało również był obecny, no i też musiał zostać.
-Już jestem, przepraszam. Poprosiłem was o zostanie, ponieważ przypomniałem sobie w trakcie konkursu, że za 1,5 tygodnia jest 20-lecie szkoły, i jeżeli byście mogli, chcieli to chciałbym was poprosić, żebyście obydwoje zaśpiewali na uroczystości szkolnej.
-Ale jakiś gotowy tekst, który dostaniemy od szkoły, czy coś swojego.?-zapytałam
-Coś swojego, to jak.?
-Ja się zgadzam-powiedział Justin i wzrok utkwił we mnie
-A Ty Carly.? Spokojnie możesz odmówić jeżeli nie chcesz
-Nie, również się zgadzam
-To cieszę się i nie zatrzymuję was, jak już będę wiedział konkretny plan to was poproszę do siebie. No i gratulacje jeszcze raz Carly.
-Dziękuję.
-Do widzenia - pożegnaliśmy się z dyrektorem.
Wyminęłam Justina i ruszyłam do wyjścia.
-Szkoda, że nie wygrałaś. Publiczność wyraźnie polubiła Call Me Maybe, ja również.
-Dziękuję, a czy Ty nie powinieneś trzymać ze swoją dziewczyną.?
-Może i tak.. Chciałem być miły..
-I okej, na prawdę dziękuję, a teraz przepraszam.
-Carly.?
-Tak.?
-Moglibyśmy się na przykład jutro spotkać i porozmawiać.?
-O czym.?
-O tym wszystkim co się ostatnio zdarzyło..
-Mogę Tobie jutro odpowiedzieć.?
-Jasne.
-To na razie.
-Pa.
Justin przepuścił mnie jeszcze w drzwiach, a następnie ruszyłam w stronę rodziców, pani Ellen oraz moich przyjaciół.
Po drodze zaczepiali mnie ludzie, pokazując gest "call me maybe".
-Carlyyy!-wypiszczały moje przyjaciółki i zaraz uwiesiły mi się na szyi.
-Byłaś genialna! Ja nie wiem, jak oni mogli dać pierwsze miejsce Gomez! przecież to Twoje Call Me Maybe ludzie śpiewali i wogóle!
-Dla mnie cudem jest to, że nie zostałam wygwizdana, i że zajęłam chociażby to drugie miejsce.
-A Ty chciałaś w ostatniej chwili uciekać-zaśmiał się Nik
-Shh-zaśmialiśmy się
-No Carly, występ był dokładnie jak ujęły Twoje przyjaciółki, czułam się jak nastolatka na jakimś koncercie swojego idola niemalże-tu Pani Ellen się zaśmiała-i jeszcze raz dziękuję za zaproszenie
-Nie ma za co. Wogóle pan dyrektor poprosił mnie żebym zaśpiewała na apelu z okazji 20-lecia istnienia szkoły.
-Na prawdę.?!-wrzasnęła Hayden
-Jestem taka z Ciebie dumna!-zaśmiała się Spencer przytulając się do mnie
-Tak, a i wogóle to chcę wam podziękować, że wierzyliście we mnie, że tutaj przyszliście ze mną, wspieraliście mnie, nie wiecie ile to dla mnie znaczy
-Aww
-Twoja mama podczas występu się non stop rozklejała
-Mamo..
-Ale to ze szczęścia i z dumy!
-A wogóle Carly, to śliczny masz kolor włosów, ahh.. mogłabym tak Cię komplementować wieczność-zaśmiała się Spencer
-A teraz wszystkich zapraszam do nas, na taki hm.. deser. Jak Carly była na próbie to upiekłam dla niej ciasto, coś w formie tortu.
-No to jedziemy-powiedziałam z uśmiechem
Byłam strasznie szczęśliwa, szczęśliwa jak w sumie nigdy dotąd.
*
Wieczorem, po rozejściu się naszych, właściwie moich "gości", poszłam się umyć. Przed snem postanowiłam wejść jeszcze na komputer. Odpaliłam Twittera oraz Facebooka.
Dodałam wpierw parę tweetów na Twitter'a m.in "Dzisiejszy dzień był wspaniały, dziękuję!", "Nie wiedziałam, że CMM zrobi taką furorę, haha :D".
Ale dopiero na Facebooku przeżyłam nie lada szok. Miałam mnóstwo nowych powiadomień.
Wszystko się zaczęło od tego, że Hayden dodała filmik z mojego występu, ludzie pisali jakieś fragmenty z CMM, a nawet miłe słowa typu, że ładnie wyglądałam, dobrze zaśpiewałam.
Z ciekawości obejrzałam cały filmik. Chciałam zobaczyć z tego innego punktu swój występ.
Kliknęłam "Lubię to" i napisałam krótki wpis "Dziękuję wszystkim, za te wszystkie miłe słowa.. nie spodziewałam się tego. Na prawdę".
I wtedy w mojej skrzynce pojawiła się wiadomość. Od Justina.
Od: Justin Bieber :
To jak z jutrem.? Przepraszam, że tak nalegam na spotkanie, ale zależy mi.? Na prawdę uważam, że musimy porozmawiać. Nie zachowujmy się jak dzieci, tylko jak dorośli ludzie, którymi lada moment się staniemy.
Odpisałam mu :
Hm, no dobrze. Masz rację. Porozmawiajmy. To zaproponuj gdzie i o której.
Szybko dostałam wiadomość zwrotną.
Od: Justin Bieber :
Może godzinę po szkole.? Przyjadę po Ciebie i pojedziemy do Starbucks'a na kawę.? Ja stawiam.
Odpisałam :
No to jesteśmy umówieni. Do jutra w takim razie..
Wysłałam wiadomość, a następnie wyłączyłam komputer nie czekając na odpowiedź.
Dalej przepełniona szczęściem, położyłam się i chyba z tych wszystkich emocji zasnęłam szybko niczym małe dziecko.
_______________________________
Jakoś nie podoba mi się ten r.. nie umiem już pisać ._. 
Ogółem jeszcze przed nami 11/12 rozdziałów + epilog milordy :3
Do NN. 
#muchlove


środa, 21 listopada 2012

[17]

*
Dzień przed wyjazdem z Kanady
Postanowiłam zadzwonić do Hayden, w celu dopytania się jej o której konkretnie mam konkurs.
Niby nie mam się czym denerwować, bo mama poprosiła swoją koleżankę z pracy, żeby pomogła mi w mojej metamorfozie, ale musiałam wiedzieć konkretnie ile mam czasu na cokolwiek.
*
Pkt.widzenia Hayden
Trwała przerwa obiadowa, więc jak zwykle wraz ze Spencer zeszłyśmy na stołówkę.
Justina jeszcze nie było przy naszym stoliku.
Zamówiłyśmy spaghetti oraz wodę i usiadłyśmy. W międzyczasie doszedł Justin.
Od wyjazdu Carly chodził jakiś przybity, nawet jego koledzy nie byli w stanie go jakoś rozweselić, nie wspomnę już o jego dziewczynie..
Nagle poczułam wibrację pochodzącą z mojego telefonu. Szturchnęłam Spencer. Dzwoniła Carly!
-Heej
-Hej, co tam u Ciebie i Spencer.?
-A dobrze, jemy obiad i tęsknimy za Tobą! Już się nie możemy doczekać jutra! A w ogóle o co chodziło w Twoim mailu, że "wyjechała stara Carly, a wróci nowa"?
-Ah.. planuję drobne zmiany, zobaczycie jutro.
-Wszystko jutro, ja tu nie wytrzymam.. O której jutro wracasz.?
-Jakoś koło 11-12, spotkamy się dopiero na konkursie.
-Buu, ale właśnie! Zapomniałam Ci napisać w mailu.
-O czym.?
-No więc konkurs jest o 18, wstęp dla "gości" jakby jest płatny, a te pieniądze za nie szkoła przekaże na cele charytatywne. A poza tym zmieniła się jedna poważna kwestia.
-Jaka.?
-No, że nie będzie tego gościa z wytwórni, tylko mnóstwo jakiś ważnych osób, którzy będą mogli po konkursie wręczyć od siebie jakieś stypendia bądź kontrakty.
-A wiadomo dlaczego go nie będzie.?
-Niestety nie.
-No nic, ale konkurs i tak się odbędzie więc.. dobra Skarbie muszę kończyć, bo przerwałam pakowanie specjalnie, żeby zadzwonić do Ciebie.
-Aww, a tak jeszcze szybko zadam Ci pytanie, masz już jakiś strój na występ.?
-Mam, dwa dni temu poszłam z babcią na zakupy w Toronto i coś kupiłam.
-Ale Ty się tajemnicza zrobiłaś. Normalnie foch.
-Też was kocham-zaśmiała się Carly- To do jutra, pozdrów Spencer!
-A "wiesz kogo" też pozdrowić.?-zapytałam zerkając po kryjomu w stronę Justina
-E.. nie wiem.. rób co chcesz. Do jutra.
Zobaczyłam, że Justin wyciągnął dłoń w moją stronę. Chciał porozmawiać z Carly!
-Carly poczekaj chwilę!-odpowiedziałam i nawet nie myśląc o konsekwencjach podałam telefon Justinowi.
*
Pkt.widzenia Carly
Usłyszałam w telefonie jak Hayden przekazuje komuś telefon. Myślałam, że Spencer.
-Carly, dlaczego nie odpowiadasz mi na wiadomości.?-usłyszałam głos Justina.
Zamurowało mnie.
-Gratuluję nagrania i wydania płyty, słuchałam jej i jest na prawdę dobra- powiedziałam zupełnie nie na temat
-Dzięki, ale proszę odpowiedz mi na moje pytanie.
-Nie musisz wszystkiego wiedzieć, a jeśli już to się domyśl. Nie pamiętasz.? Przypomnieć Ci.? Kto się bawił cudzymi uczuciami.? A teraz przepraszam, ale muszę kończyć.
-Ale.. Car..-nie dałam mu dokończyć i po prostu się rozłączyłam.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać w poduszkę.
Gdy się uspokoiłam, dokończyłam pakowanie. Oczywiście Justin nie odpuścił i wręcz co parę minut dostawałam smsy.
Postanowiłam wyłączyć telefon.
*
Następnego dnia.
Atlanta.
Z lotniska odebrał mnie mój tata, zawiózł mnie w miarę szybko do domu.
Przywitałam się z moim braciszkiem oraz mamą i pobiegłam szybko na górę, żeby się wykąpać, przygotować strój na konkurs i inne rzeczy.
Umówiłam się z kuzynami Hayden na próbę, po niej miała po mnie przyjechać mama i zabrać do fryzjera, a stamtąd prosto na konkurs.
Jeszcze parę godzin zostało do konkursu, a ja się stresowałam jak nigdy. A co jeśli pomylę tekst, zapomnę go, potknę się na scenie.?!
Tyle różnych pytań, a zero odpowiedzi.
*
-Hej!
-O nasza Carly przyjechała
Uśmiechnęłam się lekko.
-Gotowa na konkurs.?
-Nie.. szczerze to zastanawiam się czy dobrze robię biorąc w nim udział..
-No i może jeszcze powiedz nam, że się wycofujesz?! Nawet tak nie żartuj. Jesteś zdolna! Nie możesz tego zaprzepaścić!-krzyknął na mnie Tavish
-Miałaś odpocząć i wrócić ze zdwojonymi siłami-przypomniał mi Jared
-Miałam.. ale.. nie wyszło
-Co się stało.?
-Nie marnujmy czasu na te bzdury, za parę godzin konkurs, a ja jeszcze muszę iść do fryzjera..
-Znowu to ten chłopak.?
Westchnęłam głęboko.
-Niestety tak..
-Co tym razem zrobił.?
-Wczoraj rozmawiałam z Hayden i następnie rozmawiałam z nim, chciał wiedzieć dlaczego nie odbieram od niego telefonów, nie odpisuję na smsy i emaile..
-Zależy mu na Tobie
-Zależy.? To dlatego znalazł sobie nową dziewczynę.?
-To o nim jest "I know you have a girlfriend"..
-Tak o nim..
-To wiele zmienia.. ale może on chciał żebyś była zazdrosna, chciał zobaczyć jaka będzie Twoja reakcja, upewnić się czy Ty do niego czujesz to samo co on do Ciebie.
-Ale tak się nie robi.
-Pogubił się chłopak..
-Zajmijmy się już tą próbą. Proszę.?
-Okej.
*
Początkowo trudno mi było śpiewać "I know you have a girlfriend". Ciągle przed oczami miałam Justina..
O 16:30 mama po mnie przyjechała. Umówiłam się z chłopakami, że spotkamy się już na miejscu o 17:55.
*
Dojechałyśmy z mamą do jej salonu fryzjerskiego. Czekała tam na nas już jej przyjaciółka - pani Ellen.
-To co robimy Carly z włosami.?-zapytała z uśmiechem rozczesując mi włosy.
-Myślałam, żeby zmienić kolor włosów, przyciemnić je, no i jakby pani mogła to lekko je wycieniowała i podkręciła.
-Co Ty na to Lily.?
-Jak moja córka chce taką zmianę, to ja się zgadzam-odpowiedziała moja mama
-No to zaczynamy
*
O 17:20  pani Ellen skończyła moją fryzurę. Specjalnie obróciła mnie tyłem do lustra, żebym efekt zobaczyła na sam koniec.
-Masz ze sobą sukienkę.?
-Tak
-To tam jest łazienka dla personelu, i się w nią przebierz i wtedy utrwalę Ci fryzurę.
Wzięłam od mamy sukienkę i poszłam we wskazanym kierunku.
-Ślicznie wyglądasz-powiedziała mama-Jak mi ją opisywałaś przez telefon to trochę nie umiałam jej sobie wyobrazić na Tobie.
-Długo jej szukałam, już miałam wychodzić z babcią z centrum handlowego, a tu nagle zobaczyłyśmy ją-zaśmiałam się
-Gust Twoja córka ma niewątpliwie-powiedziała pani Ellen
-Dziękuję
-Zanim Ci pokażę fryzurę, to zrobię Ci jeszcze makijaż. Nie bój się, umiem robić make-up-zaśmiałyśmy się.
O 17:40 byłam w pełni gotowa.
-Gotowa zobaczyć swoją fryzurę i makijaż.?
-Chyba tak-zaśmiałam się, choć szczerze miałam znów jakieś dziwne obawy
-No to proszę-powiedziała pani Ellen obracając mnie w stronę lustra.
-Wooow - powiedziałam widząc swoje odbicie.
Miałam przyciemnione włosy, lekko podkręcone i podcieniowane. Miałam na powiekach zrobione kreski, mocno wytuszowane rzęsy i muśnięte błyszczykiem usta.
-Podoba się.?
-Bardzo, jejku, dziękuję pani
-Cała przyjemność po mojej stronie, pamiętaj, że jak będziesz potrzebowała fryzury to dzwoń do mnie do zakładu to coś już wspólnymi siłami wymyślimy.
-Będę pamiętać. Mamo jedziemy.? Bo się spóźnimy.
-Już, już
-Powodzenia, daj z siebie wszystko, będę trzymać kciuki
-A może pani chce jechać z nami.?
-A mogę.?
-Oczywiście-potwierdziła moja mama
-No to w drogę!
*
Jak na złość na drodze były małe korki. Punkt 18 to ja byłam na skrzyżowaniu tuż przy szkole.
Ledwo mama zaparkowała samochód, a ja wybiegłam.
Cały konkurs odbywał się obok sali gimnastycznej, na dużej auli. Wbiegłam na tyły sceny. Czekali tam już na mnie chłopcy.
-Przepraszam za spóźnienie, ale były korki
-Dobrze, że się wyrobiłaś
-Którzy w ogóle jesteśmy.?
-Ostatni Carly, ostatni
-Aww..
Zajrzałam za kotary. Była cała szkoła! No ładnie Carly-pomyślałam.
Nie mogę sobie pozwolić na żadną pomyłkę..
Przez myśl przeszło mi też, czy Justin jest gdzieś tam na widowni..
Pewnie będzie kibicował swojej dziewczynie. Tak, Selena też bierze w nim udział.
Ona śpiewała jako 4.
Ogółem startuje nas 10 osób/zespołów.
*
-A teraz czas na ostatnią osobę. Jest nią Carly Rae Jepsen. Zaśpiewa dla was własne kawałki o następujących tytułach : "Curiosity", "I know you have a girlfriend" oraz "Call me maybe". Brawa dla niej!-zapowiedział mnie pan dyrektor.
W ostatniej chwili miałam ochotę uciec, ale chłopcy mnie przyblokowali, a co więcej Tavish złapał mnie za rękę i tak całym składem weszliśmy na scenę. Chłopcy zajęli miejsca, ja podeszłam do statywu z mikrofonem.
Zabrzmiały pierwsze takty, dźwięki Curiosity.
Wpierw patrzyłam na podłogę. Nie miałam odwagi spojrzeć na tą wielką publiczność.
Czułam jak moje ręce, nogi drżały. Później po 1 refrenie spojrzałam na Tavisha.
Jego drobny gest, jakim był zwykły uśmiech dodał mi siły i pewności siebie. Powoli zaczęłam się rozluźniać.
Po "Curiosity" było "I know you have a girlfriend".
Śpiewanie tej piosenki było dla mnie lekkim wyzwaniem. Zarówno "Curiosity" jak i właśnie "I know you have a girlfriend" powstały z moich własnych osobistych przeżyć, dotyczyły głownie osoby jaką był Justin.
Ale nadszedł też czas na "Call me maybe".
Gdy śpiewałam pierwszy refren, publiczność zaczęła klaskać, a przy 2 refrenie śpiewała ze mną.
Czyli tak jak mówił Tavish. Piosenka była na tyle chwytliwa, że publiczność załapała ją i nie szło jej nie nucić.
Na koniec występu ukłoniłam się wraz z kolegami.
Pozostali krzyczeli "bis". Spojrzałam na Tavisha.
Niestety nie mogłam bisować, ponieważ nie taki był plan konkursu.
Tuż po mnie jako gość specjalny wystąpił JUSTIN. Śpiewał najnowszą piosenkę "All Around The World". A tuż po jego występie miało nastąpić ogłoszenie wyników!
-Powiem wam drodzy uczniowie, że nie spodziewałem się, że aż tyle was jest tak utalentowanych. Każde z was było świetne. Spisaliście się na medal. To, że ktoś nie wygra nagrody, broń Boże nie traktujcie tego jako, że byliście tymi gorszymi, wręcz cieszcie się, że mogliście pokazać swoje talenty. Kto wie, może kiedyś to wykorzystacie.? Nigdy nic nie wiadomo, prawda.? Ale.. Koniec już mojego gadania. Pewnie chcecie znać wyniki. Zanim to, to poproszę wszystkie osoby biorące udział o wyjście tu na scenę.
Wyszłam wraz z moją ekipą. Przez przypadek wpadłam na Selenę, chciałam powiedzieć jej przepraszam, ale zdążyłam tylko napotkać jej wzrok oraz skrzywioną, zgorszoną minę.
-Uwaga otwieram kartkę z wynikami! Wygrywa...
_______________________________
Nawet podoba mi się ten R :3 Ostatnio mam większą wenę do pisania tego opo niż llwtbbe.. no, ale mniejsza. Nie poddaję się :3
Mam nadzieję, że komuś się spodoba ten R :3
I mogę powiedzieć, że teraz się zacznie taka konkretniejsza akcja :D
#muchlove <3
Do NN :D

czwartek, 15 listopada 2012

[16]

Do szkoły szłam z dziewczynami (Hayden i Spencer). Ciągle męczyły mnie opowiadaniem, o tym co wczoraj widziały. Miałam już serdecznie dość tego tematu.
Problem w tym, że jakoś nie umiałam im przerwać. Wolałam ostatecznie pogrążyć się w swoich myślach.
Mimo, że dopiero opuściłam dom, miałam też świadomość, że jest za wcześnie by mama zadzwoniła do babci, a następnie do mnie by przekazać mi wiadomość, czy mogę jechać do Kanady, ja czekałam na to. Szczerze mówiąc, chciałam opuścić szkołę, jak najszybciej znaleźć się w swojej ojczyźnie, w Kanadzie. Tęsknie za czasami kiedy tam mieszkałam. Wiem, że gdyby nie ta wyprowadzka to nie poznałabym Hayden i Spencer, ale kto wie może bym miała lepsze życie.? Nie byłabym uznawana aż za taką niezdarę, kujonkę.?
-Ej Carly, co Ci jest.?
-Nic
-Widzimy wszystko. Gadaj szybko.
-Denerwuję się tym konkursem, czyli nic nowego - skłamałam w połowie.
-Nie wiem już jak mam do Ciebie dojść, dasz radę głuptasie. Przeszłaś ten pierwszy etap to i dalej dasz radę. Musisz tylko być wyluzowana, dobrze się bawić przy swoich kawałkach. Moi kuzyni Ci pomagają. Więc musi być dobrze!
-Wczoraj napisaliśmy wspólnie dwie piosenki, dziś je będziemy kończyć-pochwaliłam się
-Aw, na prawdę.? To świetnie. Już się nie możemy doczekać aż Cię usłyszymy. A jakie będą te piosenki.?
-Hm, 2 będą takie spokojniejsze, a ta 3 będzie taka chwytliwa. A przynajmniej mam taką nadzieję.
-Carly.. kusisz. A myślałaś już jak się ubierzesz.?
-Jeszcze nie, ale jest trochę czasu
-A Ty jak zwykle podchodzisz do tego ze stoickim spokojem, "trochę czasu"-zaśmiała się Spencer
-No bo tak-zawtórowałam jej
*
Parę godzin później, po szkole.
Szłam akurat do kuzynów Hayden, gdy zadzwonił mój telefon. Mama.
-Tak.?
-No słuchaj Carly, babcia ucieszyła się wręcz, że chcesz do niej przyjechać, oczywiście się zgodziła. Już nawet zabukowałam Ci bilety, na jutro.
-Na którą godzinę.?
-Na 6 rano.
-Uu.. okej.
-Jak coś to tata odwiezie Ciebie na lotnisko.
-Dobrze mamo.
-Jesteś jeszcze w szkole.?
-Nie, właśnie skończyłam lekcje i idę do chłopaków, na próbę. Będziemy kończyć piosenki.
-O której przyjdziesz.?
-Aw, nie wiem mamuś. Postaram się wcześniej niż wczoraj przyjść, ale nie wiem ile nam się zejdzie.
-To może spakować Ciebie skarbie.?
-No jakbyś mogła, to.. na suszarce są moje ciuchy, które ostatnio prałam, więc je jak możesz to uprasuj mi i spakuj.
-Mhm, dobrze. To powodzenia na próbie kochanie.
-Dziękuję mamo. To do później.
-Pa, kocham Cię córeczko.
-Ja Ciebie też. Pa.
*
Po rozmowie z mamą, jakby ktoś mi zdjął kamień z serca. Uśmiech mimowolnie wkradał mi się na usta.
-Hej chłopaki!-krzyknęłam na wejściu
-No patrzcie, wczoraj płakała, a dziś zaciesza-zaśmiał się Tavish
-Oj shh..-zawtórowałam mu śmiechem
-Co taka radosna.?-zapytał Jared
-Jadę jutro do Kanady!
-Jutro.? Wow, szybka jesteś. Czyli dziś musimy się spiąć. Musimy dokończyć piosenki, zatytułować je jakoś.
-Muszę odpocząć po tych wszystkich rewelacjach, to za dużo dla mnie jest jak na jeden raz.
-Rozumiemy Cię Carly. I wręcz jesteśmy za tym, żebyś pojechała, odpoczęła i wróciła ze zdwojoną siłą.
-Postaram się.
-Dobra my tu gadu gadu, a czas leci-oznajmił Solomon
-Przed Twoim przyjściem przeglądaliśmy te nasze teksty piosenek, i nasunęły nam się pomysły na tytuły.
-Tak.? Jakie.?
-Pierwsza ma tytuł ustalony przez Ciebie "Curiosity", a pozostałe dwie nazywałyby się "I know you have a girlfriend" oraz "Call me maybe".
-Dobre tytuły. A coś zmieniliście w muzyce, czy.?
-Trochę. Łap za zeszyt i trochę sobie pośpiewamy.
Wzięłam od Tavisha zeszyt i wsłuchiwałam się w muzykę. Chłopaki dali mi znać kiedy mam zacząć śpiewać, no i się zaczęło.
*
-Myślałem, że dłużej nam zajmie pisanie tych piosenek, a tu parę dni pracy i już wszystko gotowe. Brawo dla nas!
-Woohoo, dziękuję wam chłopaki, gdyby nie wy, to było by marnie ze mną
-Wtedy byś równie dobrze zaśpiewała jakieś covery
-No nie wiem, nie wiem-zażartowałam
-To jak coś to będziemy w kontakcie.?
-Tak, tak. Dobra to ja spadam, bo muszę zobaczyć co mama mi spakowała
-Napisz nam jak dolecisz już do Kanady. No i baw się dobrze, odpoczywaj i jak znajdziesz chwilę to trenuj! I staraj się nie przeziębić.
-Gadasz całkiem jak moja mama-zaśmiałam się
-Oj tam, jesteśmy Twoimi starszymi braćmi, o!
-Aww
Uściskałam chłopaków i wróciłam do domu.
*
Następnego dnia.
W drodze na lotnisko napisałam sms-a do dziewczyn.
Brzmiał : " Hej, chciałam wam powiedzieć, że przez tydzień nie będzie mnie w szkole. Jadę do dziadków, do Kanady. Potrzebuję odpocząć.Przepraszam, że nie powiedziałam wam o tym wyjeździe.. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi tego za złe. Kocham was, do zobaczenia w dniu konkursu. PS. NIE MÓWCIE JUSTINOWI GDZIE I DLACZEGO WYJECHAŁAM".
*
Kilkanaście godzin później.
Kanada, Ontario, Toronto.
Po długim locie samolotem wreszcie doleciałam na miejsce. Na lotnisku czekali na mnie moi dziadkowie.
-Carly, wnusiu!-krzyknęła moja babcia i już po chwili przytulałyśmy się obydwie.
Babcia standardowo płakała.
Następnie przywitałam się także z moim dziadkiem.
-Ale się z Ciebie śliczna panienka zrobiła. A dopiero byłaś takim maluchem.
Babcia z dziadkiem jak zwykle uwielbiają rozpamiętywać to jak byłam mała, jak się zmieniłam. No ale co na to poradzić.
-Nawet nie wiesz jak bardzo ucieszyliśmy się gdy Twoja mama do nas zadzwoniła z pytaniem, czy możesz do nas przyjechać.
-Pamiętaj Carly, że zawsze jesteś u nas mile widziana, przecież to Twój rodzinny dom. Nie zabraniamy Ci tu przyjeżdżać.
-Aw, dziękuję, zapamiętam. Tylko wiecie, teraz kończę szkołę, za niedługo studia, po prostu brak czasu uniemożliwia mi przyjazd do was.
-Dobrze, poopowiadasz nam wszystko w domu, jedźmy już. Pewnie jesteś głodna i zmęczona.
-No nie będę ukrywać, że tak
*
Dzień później
Pkt.widzenia Justina
Wczoraj przyuważyłem, że nie ma Carly. Dziś myślałem, że już będzie. Ale się pomyliłem. Gdy tylko próbowałem pogadać z jej przyjaciółkami, zawsze coś musiało mi to przerwać. Próbowałem też dodzwonić się do Carly, ale albo nie odbierała, albo wręcz odrzucała połączenia. Nie odpisywała na sms-y.
Od wczoraj także zaczęło być głośno wokół mojej osoby w prasie, a to za sprawą tego, że w końcu po pół roku pracy udało mi się wydać nowy album, z całkiem nowymi dojrzalszymi piosenkami. "Believe", bo tak się nazywa mój album. Mój manager już powoli zaczyna mi organizować trasę koncertową. Znowu zacznę być rzadkim bywalcem u mnie w szkole. Będę musiał znów mieć prywatne lekcje. I również przy nadchodzącej trasie, postanowiłem sobie, że muszę naprawić moje relacje z Carly. Może być tak, że wyjadę, i być może już jej nie spotkam.? Kto wie..
Żałuję swojego jakże durnego pomysłu, żeby poprosić Selenę o chodzenie. Myślałem, że gdy zacznę z nią chodzić to Carly będzie zazdrosna.
Co ja sobie myślałem?! Jeszcze bardziej ją przez to zraniłem! Jestem skończonym idiotą. Nie zasługuję na nią.
*
Pkt.widzenia Carly
Wieczorem weszłam na komputer, oprócz maila od Tavisha, był także mail od Hayden.
"Caaarly! Nie zgadniesz. Nie, Justin nie zmienił dziewczyny, nie tym razem. Niestety dalej umawia się z Seleną. Ale nie po to piszę. W załącznikach masz NOWY album Justina. Posłuchaj go, jest na prawdę dobry! Od czasu swojego poprzedniego albumu strasznie się zmienił. Te piosenki są dojrzalsze.
Może, a na pewno Ci się ona spodoba. A i słuchaj, Justin ciągle nas wypytuje od Ciebie, mówi nam, że nie odbierasz od niego telefonów, nie odpisujesz na maile, smsy. A i nie mamy oczywiście Ci za złe, że postanowiłaś wyjechać. Chyba same byśmy tak zrobiły gdyby los nam zrzucił na głowę aż tyle spraw. Konkurs, sprawa z Justinem, szkoła - jak Ty to kochana wytrzymujesz.? Podziwiam Cię wręcz. No nic, widzimy się za parę dni. Oczywiście jak możesz to wejdź na skype'a to pogadamy. Kochamy Cię! I strasznie tęsknimy za Tobą! Odpoczywaj. xoxo."
Pobrałam załączniki z maila od Hayden.
Nie wiedziałam, że Justin nagrywa płytę. Przecież parokrotnie widzieliśmy się, rozmawialiśmy, a on nic nigdy nie wspomniał o płycie, o Believe.
Odpisałam szybko Hayden : "Dzięki Hayden za załączniki, dzisiaj w nocy sobie przesłucham tej płyty, chociaż wolałabym zapomnieć o Justinie.. Owszem dużo na mnie spadło, ale jakoś muszę dać radę. Nie mówcie mu gdzie jestem nie chcę, żeby wiedział, albo co więcej przyjechał tu. Nie chcę go widzieć. Nie teraz.. Wyjechałam głównie z jego powodu. A tak zmieniając temat to wracam w dniu konkursu. I dzwoniłam do mojej mamy ii.. pozwoliła mi zmienić fryzurę. Na razie wam nic nie zdradzę, to ma być taka pewnego rodzaju tajemnica. Wyjechała stara Carly, a wróci nowa. Trzymajcie się. Ja też was kocham. xoxo".
Przesłałam szybko piosenki Justina, na moją mp3.
*
Następny dzień.
Przez całą noc słuchałam "Believe". Całą noc także przepłakałam. Płakałam nie przez piosenki, chociaż niektóre mnie urzekły np. tytułowa "Believe", "As Long As You Love Me", "Be Alright", "Fall". Sama miałam mętlik. Chciałabym być zła na niego, ale nie mogę też wyprzeć tego odwrotnego uczucia - miłości.
Ale nie wiem czy mu zaufać zranił mnie wielokrotnie, ale dopiero teraz zadał mi cios poniżej pasa. Mówił mi o swoim rzekomym uczuciu do mnie, a za chwilę umawiał się z Seleną.. W co on pogrywa.?
______________________________________
Dzisiaj ciut dłuższy R niż zawsze, haha :D a to wszystko przez to, że piszę już wg planu i te sceny z tego R, musiałam dość rozbudować :3 myślałam, żeby podzielić go na dwie części, ale skonsultowałam to z @howbreathe, no i na jej jakby prośbę postanowiłam już dodać długi R :D
Mam nadzieję, że wam się spodoba :D
Żebym miała taką wenę do llwtbbe, jak tu do Jarlyy ._. było by pięknie..
No nic, tyle ode mnie. To do NN. xoxo. #muchlove.

sobota, 3 listopada 2012

[15]

Pkt.widzenia Tavisha
Czekaliśmy na Carly (ja, Nik, Jared, Solomon). W tym czasie nastroiliśmy gitary, ogółem porozstawialiśmy instrumenty.
Gdy dziewczyna już się zjawiła w naszym garażu, była cała zapłakana. Bez żadnego słowa podszedłem do niej i po prostu przytuliłem ją po przyjacielsku.
-Coś się stało.?
-Nie ważne, na prawdę nie przejmujcie się, zaraz się uspokoję i będziemy mogli zaczynać-wypłakała Carly
-Carly, próba zaczeka, siadasz i mówisz nam co się stało.
I usiedliśmy w takim pseudo kółku. Najpierw było jej trudno o tym mówić, ale z każdym słowem zauważyliśmy, że jej to pomaga.
-Chłopak ewidentnie się w Tobie powoli zakochuje-stwierdziłem po chwili ciszy, która nastała między nami
-Dokładnie, tylko on sam nie do końca jest pewien tego, boi się albo zaangażować, albo Ciebie zranić-dopowiedział za mnie Jared
-To drugie coś mu nie wychodzi..ciągle mnie rani.. a teraz po prostu przegiął.
-Kochasz go.?-zapytał Nik prosto z mostu
Carly zasłoniła twarz, lecz po chwili wyszeptała
-Tak, chyba tak.. Ej możemy zając się tym co musimy, chcę o nim zapomnieć..
-Jasne..-odpowiedziałem.
Każdy zaczął robić to co do niego należało, czyli ja z Carly siedzieliśmy w kącie i usiłowaliśmy napisać teksty piosenek natomiast Jared (klawisze), Nik (perkusja), Solomon (gitara basowa), każdy z nich usiłował stworzyć coś na swoim instrumencie.
 
*
Pkt.widzenia Carly
W między czasie dostałam sms-a od Hayden.
"Nie zgadniesz kogo widziałyśmy ze Spencer!"
Odpisałam szybko "kogo.?".
Odpowiedź przyszła równie szybko.
"Justina, ale zgadnij z kim!"
Powoli zaczęłam się irytować. "No powiedzcie mi z kim.?"
Kolejny sms. "Pamiętasz Selenę.? To z nią! I całowali się!".
Znowu mnie okłamał. Chciał żebym mu wybaczyła, raczej zależało mu na tym żeby znów mnie upokorzyć, zranić. Dzięki Justin-pomyślałam.
-Coś się stało.?-zapytał Solomon
-Nie, po prostu Hayden i Spencer mi przypomniały o pewnej pracy domowej, ale to może chwilowo poczekać-odpowiedziałam uśmiechając się znikomie.
Nagle moją głowę zaczął nawiedzać pewien pomysł na piosenkę. Zaczęłam wszystko to spisywać.
 
*
Pkt.widzenia Tavisha
-Carly, a może nagramy jedną weselszą piosenkę, dość chwytliwą, żeby wszyscy po wysłuchaniu dajmy na to jednego refrenu załapali ją i zaczęli z Tobą śpiewać? Bo nagrywanie samych przygnębiających, smutnych piosenek też nie jest dobre.
-Możemy spróbować. Tylko dokończę tą piosenkę.
-Przeczytaj fragment
-Okej.

"I know you have a girlfriend.
So don't kiss me on my lips.
I know you have a girlfriend.
Oh, don't you tell me what I did.
I know you have a girlfriend.
And every time you speak.
You're lying through your t-t-t-teath

I know you have a girlfriend.
And I hear she's kinda nice.
I know you have a girlfriend.
So don't give me those eyes.
I know you have a girlfriend.
Oh, won't you let me be.?
I'm begging you stop begging me. " *

-Ty masz na prawdę talent i nie tylko do śpiewania, ale też do pisania tekstów.
-Dziękuję. Chłopaki.?
-Hm.?
-Nie obrazilibyście się gdybym wyjechała na te parę dni.?
-Potrzebujesz odpoczynku.?
-Potrzebuję dojść do siebie. Jak wrócę to pogadam z rodzicami, czy mogę jechać do dziadków do Kanady.
-A kiedy byś wróciła.?
-Jakoś przed konkursem.
-Masz tam dostęp do skype'a?
-Tak
-No to możesz jechać spokojnie, jak coś uda nam się wymyślić to będziemy Ci przesyłać w formie nagrań. Tylko wróć jakoś dzień przed konkursem, żebyśmy mogli odbyć próbę, ok.?
-Okej, dziękuję, że wogóle tak się poświęcacie dla mnie
-Nie dziękuj nam, dla nas to wielka przyjemność
-Dobra wracajmy do pracy
-Mhm
*
-Mam refren do tej 3 piosenki na konkurs.
-No jaki.?
-Miało być chwytliwe i wogóle
-Carly!
-No już..

"Hey I just met you and this is crazy,
But here's my number so call me maybe?
It's hard to look right, at you baby,
But here's my number so call me maybe?
Hey I just met you and this is crazy,
But here's my number so call me maybe?
And all the other boys, try to chase me,
But here's my number so call me maybe?
"
**


-Wow! no szokujesz dziewczyno
-Ale co, że źle.? Za mało chwytliwe.?
-Nie!-krzyknęliśmy wszyscy i pierwszy raz dziś zobaczyliśmy jak Carly się szczerze do nas uśmiecha
-To jest genialne!- powiedziałem i spisałem wszystkie słowa, a następnie wykończyłem resztę.

*
Siedzieliśmy tak do 22. Musieliśmy przerwać pracę, bo rodzice Carly zaczęli się "denerwować" o nią, a poza tym miała jutro szkołę.
-To co jutro się widzimy.?
-Tak, przyjdę od razu po szkole
-Okej, to my do tego czasu postaramy się wymyślić podkład, i byśmy zaczęli działać
-Okej, to do jutra
-Do jutra!
*
Pkt.widzenia Carly
Wróciłam w miarę szybko do domu. Przez całą drogę po głowie chodziła mi treść sms-a od dziewczyn. "I całowali się!".
Było mi cholernie smutno, przykro. Już po części miałam wyrzuty sumienia, że znów go tak potraktowałam. Lecz on potraktował mnie znacznie gorzej.
Wpierw robi nadzieje, a później zabawia się czyimś (moim) kosztem..
Przed domem wzięłam dwa głębokie wdechy i dopiero weszłam.
-Cześć, już jestem-powiedziałam w progu.
-Hej córeczko, co tak dzisiaj późno.? zrobić Ci coś do jedzenia.?
-Tak poproszę. Zasiedziałam się z kuzynami Hayden, pisaliśmy piosenki.
-O i jak wam idzie.? Dużo napisaliście.?
-Dwie piosenki
-Mają już jakieś tytuły.?
-Jeszcze nie, jutro możliwe, że je nazwiemy
-Tak się z tatą zastanawialiśmy, czy byś chciała żebyśmy byli obecni na tym Twoim szkolnym konkursie.?
-Jasne, że chciałabym! Wsparcia nigdy za dużo.
-Dokładnie.
-Mamo..
-Tak.?
-Muszę pogadać z Tobą i z tatą.
-Coś się stało.?
-Nie, to znaczy.. mam do was pewną prośbę..
-Proszę masz tu kanapki i chodź do salonu.
Poszłam za mamą do salonu gdzie siedział tata.
Mama wyłączyła TV.
-To o czym chciałaś z nami porozmawiać.?-zaczęła mama
-Chciałabym wyjechać na parę dni do Kanady, do dziadków.
-A co ze szkołą.?
Szczerze po raz pierwszy nie wiedziałam jak im odpowiedzieć.
-A dlaczego chcesz wyjechać.?
-Muszę odpocząć od tego wszystkiego, od całego mętliku, który mam w głowie, a poza tym dawno się nie widziałam z dziadkami.
-Co o tym sądzisz kochanie.?-zapytał tata mamę.
-Myślę, żeby ją tam puścić, ale to najpierw jutro zadzwonię do babci i zapytam ją o zdanie. Możemy się tak umówić Carly.?
-Możemy. A i jutro po lekcjach znowu idę do Tavish'a, Solomon'a, Jared'a i Nik'a, więc jak coś to zadzwonisz do mnie mamo i powiesz mi co babcia powiedziała dobrze.?
-Dobrze, a teraz zjadaj, umyj się i idź spać.
-Mhm-mruknęłam i zjadłam szybko kanapki
*
Po kąpieli zamiast iść się położyć i zasnąć, weszłam jeszcze na komputerze, na Twittera.
Z czystej ciekawości zajrzałam na profil Justina. Lecz nic ciekawego nie dodał.
Za to ja dodałam tweeta "Uwielbiam jak kłamiesz mi prosto w oczy, szkoda, że później to tak bardzo boli" i wyłączyłam komputer.
Zgasiłam światło w pokoju i położyłam się do ciepłego, wygodnego łóżka i nie wiedząc kiedy zasnęłam.



Użyłam w opowiadaniu fragmentów :
* "I know you have a girlfriend" <LINK>
** "Call me maybe" (tą piosenkę wszyscy znają więc nie dodaję linka xd)
 
______________________________________
Pierwszy R od dawna, który mi się w sumie podoba *o* 
W trakcie pisania zarówno rozdziału, jak i pisania z @howbreathe naszło mnie na pewne zmiany w planie opowiadania *.* wstępnie miałam napisać tylko 24 rozdziały #Jarlyy, ale po tych nowych pomysłach może dobiję gdzieś w granice 30 ;O 
 To chyba by było tyle ode mnie ;) miłego czytania & muchlove <3

wtorek, 23 października 2012

[14]

Po wyjściu Carly, mama podała deser. Był to sernik z galaretką i owocami na zimno.
Mama ukroiła mi mały kawałek. Odechciało mi się jeść, ale nie chciałem robić mojej mamie przykrości.
Zjadłem, a następnie poszedłem do siebie do pokoju.
Wziąłem prysznic. Myślałem, że chociaż na chwilę przestanę rozmyślać o niej, ale nie..
Czemu niektóre słowa są gorsze od naszych czynów.?!
Zapowiadało się już dobrze, że Carly da mi szansę, zaprzyjaźnimy się, ale nie.. wystarczyło o jedno słowo za dużo i zaprzepaściłem wszystko!
Podsuszyłem trochę włosy, a następnie położyłem się do łóżka.
Czułem się strasznie przygnębiony.
Sięgnąłem ze stolika nocnego telefon. Wszedłem na twitter'a.
Od razu pojawiło mi się kilka tweetów Carly.
Ewidentnie dotyczyły mnie. "Nic się nie stało.." i wiele innych.
Otworzyłem jej profil. Tam gdzie zawsze pisało, że mnie followuje, teraz znikł ten napis.
Rzuciłem telefon, nawet nie patrzyłem gdzie, i w jakim on jest stanie po upadku.
Usłyszałem pukanie do drzwi, a następnie w progu zjawiła się moja mama.
Usiadła ostrożnie na brzegu łóżka i dokładnie tak jakbym był małym dzieckiem, zaczęła mnie głaskać po głowie.
-Co się stało.?
-Nic mamo-odpowiedziałem unikając jej spojrzenia
-Synku, nie znam Cię od dziś, zawsze sobie o wszystkim mówiliśmy, ale od chwili naszej wyprowadzki z Kanady, już tak nie jest. Ale wiedz Justin, że ja wszystko widzę, widzę to jak się zachowujesz.
-Chciałbym Ci mamo to wszystko powiedzieć, ale to jest głupie, a poza tym sam mam jeden wielki mętlik, nie wiem już co mam robić. Namieszałem, aż w końcu straciłem pewną osobę.. Jestem skończonym idiotą.
-Nie mów tak o sobie, nie jesteś na pewno skończonym idiotą. Każdy z nas popełnia błędy, jedni małe drudzy duże.
Przesunąłem się na łóżku i usiadłem. Mama usiadła tuż obok mnie.
Przez chwilę milczeliśmy, aż w końcu nie wytrzymałem i po prostu wygadałem się mamie. I w pewnym sensie ulżyło mi i to znacznie.
-To dlatego ona tak szybko wyszła i to mając lekko załzawione oczy
-Ale zrozum mamo, nie chciałem jej urazić, nie o to mi chodziło mówiąc to.. jak Ci już powiedziałem, sam nie wiem co do niej czuję.
Wcześniej faktycznie była dla mnie obojętna, a teraz..
-Zależy Ci na niej. Gdyby tak nie było, to byś tyle nie rozmyślał o jakimś tam pocałunku, jakieś tam kłótni.
Dostrzegłeś to, że większość dziewczyn patrzy na Ciebie przez pryzmat sławy, za to Carly inaczej.
-Sam już nie wiem mamo, to zbyt skomplikowane. Powiedz mi tylko co mogę zrobić.?
-Daj jej trochę czasu, to powinno pomóc. I nie zadręczaj się tak.
-Jesteś najlepsza mamo..-powiedziałem po czym przytuliłem się do niej, całując uprzednio ją w policzek.
-Aww, a Ty zapamiętaj, że zawsze nawet jak będziesz już dorosły, założysz rodzinę, będziesz mógł na mnie polegać.
-Dzięki mamo, i przepraszam, że ostatnio jakoś się osłabiły nasze relacje, ale wiedz, że zawsze byłaś, jesteś i będziesz moją najlepszą przyjaciółką, najlepszą mamą na świecie i że Cię kocham!
Mama ucałowała mnie w czoło, a następnie wyszła, ponieważ musiała posprzątać po kolacji, a ja? poszedłem spać.
*
Następnego dnia.
Szkoła.
Pkt.widzenia Carly.
Nie przespałam całą noc. Ciągle po głowie chodziły mi słowa Justina, po tym naszym pocałunku. Skoro nic dla niego nie znaczę to dlaczego mnie pocałował.?! Chciał się mną zabawić.?! Po raz pierwszy chciałam nie iść do szkoły.
Zaczął mnie nawet boleć brzuch z tych nerwów, ale nie mogłam pokazać Justinowi jak bardzo mnie to boli. Muszę się zebrać w całość.
Musiałam iść dziś sama, na pieszo do szkoły, ponieważ tata dziś musiał jechać na jakieś szkolenie.
Po drodze mijałam dom Justina. I pech chciał, że chłopak mnie dostrzegł. Kiwnęłam tylko głową do pani Pattie i ruszyłam dalej.

*
Ledwo weszłam na teren szkoły, a moje przyjaciółki ruszyły od razu do mnie niczym z "prędkością światła".
-Carly chodź szybko!-powiedziały obydwie i zaczęły mnie ciągnąć w stronę szkoły
-Patrz!-wskazały mi jakąś kartkę z listą wywieszoną przy sekretariacie
"Osoby, które wezmą udział w finale naszego szkolnego konkursu talentów". Przejrzałam całą kartkę i dopiero po chwili zorientowałam się, że moje nazwisko było wpisane jako 2!
-O matko.. powiedzcie, że śnię
-Jesteśmy takie z Ciebie dumne głuptasie, a Ty mówiłaś, że nie umiesz śpiewać
-Uszczypnijcie mnie bo wciąż nie wierzę-powiedziałam wciąż wpatrując się w swoje nazwisko na liście.
I Hayden ze Spencer wykonały to o co je poprosiłam.
-Ałć. Żartowałam.
Ledwo się odwróciłam jak zaczepiło mnie kilku nauczycieli.
-Gratulacje Carly i powodzenia w dalszym etapie. Pan Dyrektor powiedział, że poszło Ci ponoć całkiem nieźle.
-E.. dziękuję-odpowiedziałam i wraz z dziewczynami poszłam na górę na lekcje.
Do dzwonka było jeszcze 10 minut, więc napisałam do Tavish'a, że się dostałam do kolejnego etapu.
Zamiast odpisać mi, ten zadzwonił.
-Na prawdę się dostałaś.?
-Tak! sama jestem w szoku!-krzyknęłam do telefonu. W między czasie na korytarz zawitał Justin. Usiadł centralnie przede mną i mi się przyglądał. Był wyraźnie smutny, przygnębiony, lecz starałam się to zbagatelizować, nie przejmować się tym.
-No to musimy zacząć pisać nowe piosenki! A kiedy ten ostateczny etap.?
-Przesunęli termin na za dwa tygodnie
-Uuu.. ale nie martw się damy radę! To kiedy masz czas.?
-Nawet mogę dzisiaj-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.
-To po lekcjach przyjdź do nas.
-Okej, to do zobaczenia
-Do zobaczenia.

*
Po szkole
Hayden i Spencer nie mogły dziś ze mną pójść do chłopaków, więc poszłam sama.
Zostawiłam niepotrzebne podręczniki w szafce szkolnej i już miałam opuszczać budynek jak zobaczyłam znów Justina. Ewidentnie czekał na kogoś.
Ledwo go minęłam, a już słyszałam go za sobą.
-Carly zaczekaj, musimy pogadać
-Według mnie nie mamy o czym. Wczoraj powiedziałeś wszystko co chciałam wiedzieć, usłyszeć.
-Ale daj mi szansę się wytłumaczyć, to na prawdę nie tak miało być. Nie to chciałem Ci powiedzieć. Żałuję tych słów.
-Trochę za późno Justin. Niektórych rzeczy nie da się cofnąć. I widzisz dlaczego nie chcę się z Tobą przyjaźnić. Ciągle mnie ranisz.
-Carly co mam zrobić żebyś mi wybaczyła, dała jeszcze jedną szansę.?-zapytał stając przede mną i chwytając mnie za ramiona.
-Miałeś swoją szansę-odpowiedziałam wyswabadzając się z jego uścisku
-Wiem, błagam Cię to był ostatni raz. Na prawdę to nie miało tak zabrzmieć.
-A jak miało zabrzmieć?!-zapytałam zirytowana
-Zrozum.. sam mam mętlik w głowie. Zależy mi na Tobie, ale nie wiem czy jak na przyjaciółce, czy jak na.. dziewczynie! A poza tym poniosło mnie, powinienem zaczekać, albo spytać Ciebie jakby o przyzwolenie.
-Fakt mogłeś.. no ale stało się, a teraz przepraszam, ale się spieszę do przyjaciół
-Dasz mi szansę.?-zapytał jak gdyby nie słyszał tego co powiedziałam
-Odpowiem Ci jak wcześniej. Póki co nie. Wolałam chyba jak mnie olewałeś, a i zapamiętaj.. nie rób mi nigdy nadziei-powiedziałam i pobiegłam tam gdzie miałam, zostawiając go samego pośrodku placu. Po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy.